W zeszłym tygodniu do grona najbardziej zagrożonych dołączyli nasi bliscy sąsiedzi – kraj zaliczany do tego samego „koszyka” inwestycyjnego co Polska – Węgry. Jak nie trudno było się domyślić spowodowało to ogromną przecenę zarówno na rynkach europejskich jak i w USA (gdzie dodatkowo opublikowano mniej pozytywne dane z rynku pracy niż prognozowano).

Jaki może to mieć wpływ na portfel przeciętnego Kowalskiego i jego oszczędności?

Tańszy złoty = droższe wakacje

Przede wszystkim będziemy mieć droższe wakacje. Związane jest to nie tylko z sytuacją państw PIIGS, ale w chwili obecnej (przede wszystkim?) sytuacja na Węgrzech i fakt, że jesteśmy umieszczeni w jednym tzw koszyku inwestycyjnym państw europy środkowo-wschodniej. Oznacza to tyle, że zagrożona gospodarka Węgier ciągnie za sobą ucieczkę kapitału inwestycyjnego ze wszystkich okolicznych państw – w tym z Polski – przez co bardzo mocno osłabia się nasza waluta. Nawet w stosunku do słabnącego euro.

To w jakim stopniu drożeje dolar (licząc w Euro – „różowa” linia i w Złotych – linia „niebieska”) możecie przekonać się z poniższego wykresu.

Pomijając problemy importerów (którzy muszą płacić coraz więcej złotówek za sprowadzany towar) oraz radość eksporterów (nie obniżając cen w złotówkach sprzedawany przez nich towar za granicą staje się tańszy) dla przeciętnego Kowalskiego oznacza to głównie droższe wyjazdy – zarówno do krajów strefy euro jak i do USA.

O tym w jaki sposób zminimalizować ryzyko kursowe i odciążyć nieco wakacyjny portfel pisałem kilka tygodni temu.

Oszczędności i Inwestycje

Tym, którzy samodzielnie inwestują na giełdzie nie trzeba przypominać o coraz większym ryzyku związanym z obrotem papierami wartościowymi. O niestabilności i dużej niepewności inwestorów świadczą ostatnie miesiące na giełdzie, kiedy zaraz po silnych – ponadprzeciętnych spadkach obserwujemy równie nieprzeciętne wzrosty. Widać to chociażby na wykresie Wig20 z ostatnich 5 miesięcy.

Sytuacja ta ma niestety ogromny wypływ na nasze oszczędności trzymane w różnego rodzaju Funduszach Inwestycyjnych. Faktem jest, że nie wszystkie tracą – są takie, które w czasie spadków zyskują lub chociaż utrzymują powolny, stabilny wzrost – jednak wyniki jakie osiągają w ciągu ostatnich 5 miesięcy nie są zadowalające.

Najbardziej zagrożone są fundusze akcyjne, które z racji swojej budowy są silnie skorelowane z notowaniami giełdowymi. Niestety są bardzo podatne na nieprzemyślane działania swoich klientów (ich strach przed dalszymi stratami i wnioski sprzedaży jednostek uczestnictwa często zmuszają zarządzających funduszami inwestycyjnymi do sprzedaży udziałów po niekorzystnych cenach) i wolno reagują na zmiany na rynku. Widać to wyraźnie na poniższych wykresach z kilku wybranych i dostępnych w Polsce funduszy:

Warto pamiętać, że fundusze inwestycyjne mimo iż zarządzane przez specjalistów nie są najbezpieczniejszymi inwestycjami i mimo, że w czasie hossy generują spore zyski, w czasie bessy najczęściej generują podobnej wielkości straty.

Warto również pamiętać, że dla zrządzających funduszem najważniejsze jest bycie „lepszym niż rynek”, co oznacza że sukcesem jest zarówno zysk 20% podczas 10% wzrostu rynku jak i spadek o 5% kiedy cały rynek spada o 10%. W obu przypadkach, za swoją pracę pobiorą co roku prowizję.

Wielu doradców finansowych będzie nas teraz przekonywać, że warto kupić jednostki funduszy bezpieczniejszych (zrównoważonych lub pieniężnych) gdyż na nich można zarobić mniej, ale rosną nawet w czasie spadków na giełdzie. Niestety nie zawsze jest tak różowo.

Spójrzmy jak zachowywały się notowania wybranych funduszy rynku pieniężnego, stabilnego wzrostu i zrównoważonych licząc od początku 2010 roku.

Zrównoważone

Stabilnego Wzrostu

i Rynku Pieniężnego

Widać wyraźnie, że w zasadzie tylko i wyłącznie fundusze (z wymienionych!) rynku pieniężnego radzą sobie dobrze i pozostają na plusie. Jednak ich zysk wypracowany w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2010 roku nie przewyższa oprocentowania lokat ze 100% gwarancją kapitału, a więc produktów o niebo bezpieczniejszych.

Okazuje się, że najbezpieczniejszą inwestycją w 2010 roku mogą okazać się najprostsze depozyty bankowe, które wciąż oferują nawet 5,65% zysku w skali roku i to z ominięciem podatku Belki  – czego nie umożliwiają wbrew pozorom, nawet fundusze parasolowe! pozwalają one jedynie na odroczenie zapłaty podatku i przemieszczanie gotówki pomiędzy funduszami „pod parasolem” – po zakończeniu inwestycji i realizacji zysku podatek i tak zapłacimy!.

Tego co dalej będzie z gospodarką w Europie i USA nikt nie jest w stanie przewidzieć – wszelkie rekomendacje nt przyszłych „pewnych” wzrostów czy „pewnych” spadków sugerowałbym wrzucić do kosza (poza tym – jeśli ktoś jest tak pewny swoich prognoz nie musi o nich pisać – wystarczy że obstawi lewarowane pozycje na kontraktach terminowych i za rok będzie milionerem). Warto jednak przyjrzeć się naszym oszczędnościom i temu jak pracowały przez ostatnie pół roku (a w szczególności od kwietnia – kiedy na dobre rozpętała się „burza” w strefie euro) i w razie potrzeby przebudować swój portfel.

Źródła wykresów i notowań: aegon.pl

Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.