Dwa miesiące temu pisałem o tworzeniu zimowego funduszu gotówkowego, którego budowa miałaby odciążyć nasz zimowy portfel obciążony nie tylko wydatkami sylwestrowo-świątecznymi, ale również pomogłaby nam zabezpieczyć się przed wyższymi zimowymi rachunkami, a być może również dofinansowałby nam nieco wyjazd na ferie zimowe.

I stało się – w minionym tygodniu kampanie reklamujące kredyty „świąteczne” rozpoczęły między innymi Alior BankING Bank Śląski i mBank. Co prawda dla większości z nas na odkładanie na święta jest już za późno (sam nie realizuję planu oszczędzania w 100%, ale część środków udało mi się zgromadzić a czekają mnie jeszcze przed świętami dwa ważne przelewy), ale to nie oznacza dla nas końca świata.

Końcem świata byłoby na pewno zaciągnięcie pożyczki świątecznej. Może nie byłaby ona czynnikiem bezpośrednim, ale każdy dług – szczególnie z tak błahych powodów – przybliża do nas spiralę zadłużenia, z której wiele osób bez pomocy z zewnątrz nie ma szans się wydostać.

Reklamowana przez Alior Bank pożyczka świąteczna daje nam możliwość spłacania zaledwie 22 zł miesięcznie za każdy pożyczony 1000 zł. Faktycznie niewiele, a 1000 zł pewnie pomógł by podnieść standard świat i sylwestra wielu rodzinom.

Niestety kiedy przyjrzymy się temu trochę bliżej okazuje się, że roczny koszt takiej pożyczki wacha się od 20 do 30%.

RRSO dla pożyczki w wysokości 8000 zł spłacanej w 12 równych ratach oraz dla pożyczki w wysokości 1000 zł spłacanej w 96 równych ratach miesięcznych wynosi odpowiednio 29,94% i 23,93%.

To cytat z drobnego, szarego druku pod reklamami pożyczki na stronie Alior Banku. Oznacza to, że biorąc wspomniany 1000 zł na 12 rat będziemy musieli spłacić (w dużym uproszczeniu) około 1200 zł. Natomiast licząc „niskie 22 zł raty” teoretycznie powinniśmy 100 zł spłacić w niecałe cztery lata, jednak prze ten czas co roku będzie nam dochodzić 23% odsetek – okres spłaty wydłuży się więc o kolejne prawie 3 lata, podczas których znowu narosną odsetki etc etc.  Opłacalność takiego rozwiązania jest mocno wątpliwa.

I tu pojawia się pytanie – co z kolejnymi świętami? Albo rozpoczynającymi się już za pół roku wakacjami? Weźmiemy kolejną pożyczkę (spłacając już dwie – spirala zadłużenia coraz bliżej) czy może zrezygnujemy z wakacji i świąt / sylwestra za rok?

Problem jest taki, że biorąc pożyczkę teraz, zakładając, że a) w przyszłym roku będzie lepiej b) w przyszłym roku zaciśniemy pasa nie robimy nic innego jak oszukiwanie samego siebie. Jaki jest bowiem sens robienia lepszych świąt w tym roku – dokładając do tego 200 zł na koszty pożyczki?

Oferty banków nie są jeszcze najgorsze – ich RRSO sięga 30% – co jest ogromnym wydatkiem, ale nie największym. Masa ludzi zapewne skorzysta z oferty Provident’a (który osiąga w naszym kraju ogromne zyski) i zapłaci za pożyczkę jeszcze więcej!

Pożyczki i kredyty mają sens tylko w dwóch sytuacjach – albo, kiedy na prawdę nie mamy innego wyjścia (a lepsze święta i przyjemności absolutnie nie są pierwszymi potrzebami) albo jeśli inwestycja pożyczonych pieniędzy przyniesie nam w przyszłości zysk (kredyty inwestycyjne). W przeciwnym wypadku to zwykła głupota.