Podobno mamy rozłam w rządzie z powodu „reformy emerytalnej”. Podobno – nie wiem, przestało mnie jakiś czas temu interesować co kto powiedział, co zadeklarował i co mu się podoba lub nie – obserwuje tylko faktycznie wprowadzane zmiany, a ta jest jedna – podwyższenie wieku emerytalnego do 65 i 67 roku życia.

Podwyższenie wieku emerytalnego będzie miało miejsce – nie ważne czy teraz czy później i nie ważne czy ktoś się z tym zgadza czy nie – demografia to wymusi. Lekarstwem na przyszłe emerytury (jednym z wielu) miał być fundusz rezerwy demograficznej – skutecznie roztrwoniony przez obecny rząd. Pytanie tylko skąd Ci ludzie wiedzą ile dostaniemy emerytury za 25-30 lat? I ile te „cyfry” będą faktycznie warte po takim czasie?

Media podają kwoty – 3500 zł, 600 zł, 700 zł itp itd. Tworzone są modele, założenia i inne „naukowe metody” wyliczeń i w całym tym zgiełku informacyjnym ktoś zapomniał dodać „uwaga: mało prawdopodobne”.

Wyliczenia zakładają zmiany demograficzne, wzrost odprowadzanych składek (w związku ze średnim wzrostem wynagrodzeń) i uśrednioną inflację. Nie uwzględniono zmian gospodarczych, kondycji finansowej państwa (ta z wiadomych i – w pewnym sensie zrozumiałych – powodów jest mocno naciągana „in plus”) i sytuacji makroekonomicznej na świecie.

Ostatnie wymienione czynniki wpływają na emerytury na kilka sposobów. Po pierwsze – sytuacja na rynku pracy i kondycja przyszłych pokoleń (które dopiero przychodzą na świat, a będą podstawą dla emerytur 25-30 latków) będzie miała realny wpływ na wysokość odprowadzanych do ZUS składek (jeśli jeszcze będzie istniał). Po drugie – wpłynie na przychód państwa z podatków, rentowność obligacji etc etc.

Sześć lat temu mało kto wierzył w nadchodzący kryzys. Skąd rząd wie jak będzie za 36 lat? Bladego pojęcia nie mam. A to tylko początek.

Wyliczenia zakładają np stabilność systemu emerytalnego. Jest to o tyle ciekawe, że od samego jego powstania był zmieniany już kilka razy (w mniejszym lub większym stopniu), a istnieje nawet nie połowę tego czasu który pozostał większości z nas do emerytury (uwzględniam średni wiek fana tej strony na FB ;>). Ile jeszcze razy zmienią się składki, wiek emerytalny etc etc?

I ostatnie – co nam daje kwota 3500 zł? Nie będą to te same pieniądze co teraz – trzeba uwzględnić inflację. Możemy to zrobić jedynie prognozując i uśredniając inflację na kolejne 30 lat. Tylko że to przypomina chaos deterministyczny (jest bardzo wrażliwe nawet na drobne zmiany).

Możemy założyć inflację średnią na 3% rocznie. Z 3500 zł zostanie nam wówczas 1446 zł (dzisiejszej siły nabywczej). Wystarczy jednak 1pp pomyłki żeby kwota ta albo spadła do 1071 zł (średnia roczna 4%), albo wzrosła do 1948zł (średnia roczna 2%). Taki wpływ ma 1pp odchylenia od zakładanej średniej, a i tak największy wpływ na nasze emerytury mają decyzje polityczne.

Wnioski są dwa – pierwszy to taki, że jeśli ktoś podaje teraz wysokość emerytury to albo jest głupi, albo mija się z prawdą (żeby osiągnąć swoje cele polityczno-biznesowe). Drugi – naprawdę chcecie pracować do 65 i 67 roku życia? Uzależniając swoją emeryturę od decyzji ludzi dla których chwilowy polityczny zysk jest ważniejszy od długofalowej polityki finansowej kraju? Zaryzykujecie w loterii na wysokość przyszłych świadczeń?

Jedyne co możemy zrobić to dołożyć wszelkich starań żeby przez kolejne 25-30 lat maksymalnie uniezależnić swoją przyszłość finansową od niestabilnego i nieprzewidywalnego rynku i polityki. Liczenie na państwową emeryturę jest niepoważne.

Przeczytaj też: Student vs Emeryt czyli jak szkodzi nam masowy pęd ku „wiedzy” i „wykształceniu”