Przerwana lekcja wzrostów

Druga połowa 2011 roku może być jednym z najbardziej ryzykownych okresów inwestycyjnych ostatnich lat. Po dwóch i pół roku prawie nieustannych wzrostów przyszły kolejne (po tych z 2007 i 2008) fale gwałtownych spadków. I niestety wszystko wskazuje na to, że sytuacja może się jeszcze tylko bardziej skomplikować.

Nie chce tu oczywiście snuć kolejnych katastroficznych wizji – oznaczałoby to, że wiem w którą stronę pójdzie rynek, a tego mogę się tylko domyślać chociaż swoje zdanie na ten temat mam – wskazuje je budowa mojego portfela, którego 85% to lokaty, a pozostałe 15% leży na koncie brokerskim na „spekulacje”. Tak czy inaczej łatwo nie będzie.

Sierpniowe spadki zrzucono oczywiście na zmianę ratingu USA z AAA na AA+ co jest trochę bzdurne bo nie zmieniło to przecież sytuacji gospodarczej USA. W większym stopniu wpływ na to miała sama decyzja kongresu o dalszym zadłużaniu się amerykańskiej gospodarki.

Gdy tylko cichną w mediach informacje o problemach USA wypływają nowe nt Grecji, Włoch czy Hiszpanii i wówczas na chwilę o USA się zapomina. Podobnie jak z frankiem szwajcarskim – kilka tygodni temu każdy grosz zwyżki kursu był szeroko komentowany w mainstream’owych mediach. Teraz kiedy kurs CHFPLN znów jest na poziomie 3,80 (30 groszy powyżej ostatniego minimum!) nikt już o tym nie pisze, politycy nie prześcigają się w pomysłach na „ulżenie” tym, którzy kredyt w tej walucie zaciągnęli.

Tym czasem problem nadal jest i jest nie rozwiązany. Kurs franka się umacnia, stopy procentowe w Szwajcarii są praktycznie ujemne, w USA przestało przybywać miejsc pracy, zadłużenie wzrosło. Chiny, które „studzą gospodarkę” okazują się nie mieć tak solidnej podstawy ekonomicznej jak sądzono – słabnie im eksport do USA (zresztą o bańkach np na ich rynku nieruchomości pisano już ponad rok temu), ale nadal mają siłę i starają się od czasu do czasu zagrozić pozycji dolara jako międzynarodowej waluty.

Upadek Grecji i gówniane Włochy

10 letnie Greckie obligacje chodzą po 18,7%, dwuletnie po 49% (co oznacza, że tak naprawdę poza UE nikt już ich nie chce kupować), a w dodatku rząd grecki ma ogromny problem.

Z jednej strony jest UE, która zaczyna się dzielić jeśli chodzi o pomoc dla tego kraju. Niektórzy nie chcą się dokładać, inni chcą dodatkowych gwarancji, sama UE narzuca radykalne reformy, których rząd nie stosuje – przynajmniej nie w całości co widać po ostatnim „zawieszeniu” rozmów nt kolejnej dostawy gotówki do tego kraju. Bez gotówki Grecja nie wykupi wrześniowych obligacji i upadek przestanie być „częściowy”, a stanie się realnym bankructwem.

Z drugiej strony stoją obywatele przyzwyczajeni do  dużego socjalu, niskiego wieku emerytalnego itp. Ledwie w piątek odbyły się kolejne strajki (tym razem pracowników metra) przeciwko wprowadzanym cięciom i oszczędnościom budżetowym. Rząd Grecki jest między młotem a kowadłem – czy raczej między młotami, a kowadłem – i najprawdopodobniej cały kraj upadnie na własne życzenie.

O tym, że sytuacja Grecji jest bardzo niestabilna może świadczyć chociażby to, że do gry włączył się nawet nasz KNF, który wysłał pilne zapytanie do banków i instytucji finansowych z prośbą o informacje kto w Polsce posiada greckie obligacje. To oczywiście dobra informacja (KNF robi co do niej należy), ale to tylko potwierdza że prawdopodobieństwo upadku tego państwa jest dość spore.

Następni w kolejce są Włosi, którzy problem z finansami mają ogromny, a jedyna osoba która mogłaby to naprawić wpadła ostatnio mówiąc, że kraj jest gówniany i trzeba z niego zwiewać – przy takiej motywacji raczej niewiele szans im pozostało.

Goldman Sachs rekomenduje.

To ile warte są rekomendacje wiedzą nawet średnio doświadczeni gracze – można sobie nimi co najwyżej wytapetować pokój. Tym czasem Goldman Sachs po cichu (chociaż kto wie na ile ten przeciek był kontrolowany) rozesłał 54 stronicową analizę z rekomendacjami do swoich klientów zachęcając do gry na spadki i zakup CDS’ów (na wypadek niewypłacalności niektórych państw).

Pytanie na którym etapie strategii inwestycyjnej GS jesteśmy? „Ubieranie” ludzi (jeśli przeciek był kontrolowany) czy faktycznie bank spodziewa się ogromnych spadków?

Jak to wpływa na giełdy?

Tak jak widać. Mam coraz więcej sesji spadkowych na których kursy głównych indeksów opadają o 2 i więcej procent, jednocześnie na każdą informację dającą chociaż cień szansy na uzdrowienie gospodarki (czy to USA czy UE) „rynki” reagują euforycznymi wzrostami.

Rezultat tego wszystkiego jest taki, że tracą fundusze inwestycyjne i OFE, zyskują spekulanci i daytraderzy. Na dużych falach łatwiej być surferem niż kapitanem statku, chociaż duże fale mogą zmieść wszystkich.

Podsumowując – czeka nas naprawdę bardzo zmienny okres. Doświadczeni gracze (ciężko w takim okresie nazwać kogoś inwestorem) mają szansę na zarobek, ale zdecydowana większość osób raczej będzie uciekać do bezpiecznych przystani czyli produktów gwarantujących 100% bezpieczeństwa kapitału i pozwalających na przeskoczenie inflacji – a takich ostatnio nie brakuje.

By | 2015-02-16T22:50:17+00:00 Wrzesień 5th, 2011|Giełda, Główna, Inwestowanie, Kryzys Finansowy|1 Comment

About the Author:

Paweł Choiński - autor bloga Podstawy-Inwestowania.pl.

One Comment

  1. delafere 20:48 Wrzesień 14, 2011 at 20:48

    Hm… 85% w lokatach, reszta spekulacje. Co rozumiesz przez pojęcie lokaty? Czy może w tych 85% znalazło się miejsce na fizyczny metal? Co o tym myślisz? Czytam goldbloga – tam opinia jest ugruntowana i nie uznano by 85% w papierze za bezpieczne rozwiązanie.

Leave A Comment