Prognozy, prognozy, prognozy…

prognozy-prognozyTak jak końcówka roku jest okresem podsumowań (tak na wypadek gdyby ktoś przespał ostatnie dwanaście miesięcy) tak nowy rok sprzyja prognozowaniu. Przepowiednie, wróżenie z fusów i zgadywanki można przeczytać na niemal każdym blogu, wliczając w to nawet blog prof Rybińskiego, któremu, wbrew temu co sam pisze, nie wychodzi to najlepiej.

Rynek i sytuacja w strefie euro, unii europejskiej i generalnie na całym świecie zmienia się praktycznie z dnia na dzień. Dobry przykład to kilka ostatnich dni i temat klifu fiskalnego w USA. Decyzje banków centralnych często zaskakują (kto na początku roku zaryzykowałby stwierdzenie, że ECB będzie skupować nieograniczone ilości obligacji?), decyzje polityczne tym bardziej.

Zamiast prognozować zastanówmy się więc z czym wchodzimy w 2013 rok, jaki kierunek rozwoju wydarzeń widzą największe instytucje finansowe (decydenci, nie magicy), a potem wystarczy już tylko na bieżąco śledzić całą sytuację i modyfikować i zmieniać portfel i plany zgodnie z nowymi informacjami.

Słowo klucz – „trudny”.

Rok 2013 będzie trudny. Zwiększą się obciążenia podatkowe – założono wzrost wpływów z PIT o 6,2% przy jednoczesnym wzroście płac o 1,9% i inflacji w okolicach 2,7% czyli w sumie około 4,5%. Oznacza to, że podatków zapłacimy o mniej więcej 1,7% więcej niż w 2012r. (co niekoniecznie oznacza wzrost samych podatków – może to być np mniej ulg). W związku ze wzrostem pensji minimalnej (z 1500 do 1600 zł) wzrosną składki minimalne odprowadzanie przez przedsiębiorców do ZUS.

Założono również wzrost wpływów z tytułu różnego rodzaju kar i mandatów (co widać chociażby po lawinowo rosnącej liczbie fotoradarów czy nowych samochodów ITD z fotoradarami, które zarobiły na siebie jeżdżąc po Warszawie przez zaledwie dwa tygodnie). Z drugiej strony jest szansa, że ceny paliw ustabilizują się lub nawet nieznacznie spadną. Z jeszcze innej – wzrosły opłaty za przejazdy komunikacją miejską we wszystkich większych miastach.

Na pewno warto zabezpieczyć się – jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił – przed możliwością utraty pracy i konsekwencjami z tym związanymi. Najbardziej optymistyczne prognozy (te rządowe) zakładają utrzymanie się 13% bezrobocia przez cały 2013 rok – więc możemy być niemal pewni, że bezrobocie będzie powoli rosnąć. Na szczęście już pod koniec roku 2012 wielu pracodawców przestało drastycznie redukować zatrudnienie na rzecz obniżania wynagrodzeń tym, którzy jeszcze pracę mają.

Trzeba tu zaznaczyć, że poziom bezrobocia jest jednym z ostatnich, które zaczynają spadać w momencie wychodzenia gospodarki z kryzysu, a historycznie miewaliśmy już większe bezrobocie i wychodziliśmy z tego na prostą. Z drugiej strony – do poziomu Grecji czy Hiszpanii jeszcze trochę nam brakuje więc… wszystko się może zdarzyć.

To wszystko przy PKB szacowanym na 2013 na poziomie 2,2% (Rząd RP). Eurostat zakłada, że PKB naszego kraju w 2013 roku wyniesie 1,8% (jeszcze w czerwcu 2012 zakładali 2,6%). Tak czy inaczej mamy tylko otrzeć się o recesję jeśli oczywiście sprawdzą się prognozy mówiące o tym, że od połowy 2013 roku gospodarka ma się odbić od dna. Problem tylko w tym, że nawet jeśli kryzys zbliża się do końca to musimy jeszcze (jako kraj) uporać się z kilkoma „drobiazgami” (dług publiczny, stopy procentowe i polityka monetarna, problemy branży budowlanej itp) żeby wzrosty faktycznie przełożyły się na realną gospodarkę, a jak na razie śladów wiosny na horyzoncie nie widać. Może się więc okazać, że gospodarka naszego kraju odbije, ale z takim samym opóźnieniem z jakim kryzys nas dopadł – czyli do końca nie wiadomo kiedy.

Czynników wpływających na finanse naszych gospodarstw domowych jest jednak zbyt wiele żeby przewidzieć jak sytuacja potoczy się przez cały 2013 rok – jedno jest pewne – chwilowo lepiej już było. Warto więc zweryfikować swoje wydatki i postarać się ograniczyć te, które są zbędne.

Kredyty, mieszkania i branża budowlana.

Rafał Hirsh na swoim blogu słusznie zauważył, że jesteśmy jedynym krajem na świecie, który umiał prawie zbankrutować swoją branżę budowlaną w roku największych od dawien dawna inwestycji (związanych między innymi z Euro 2012). Cała branża może okazać się kulą u nogi albo dla całej gospodarki, albo dla ‚zakredytowanych’. Tak czy inaczej warto obserwować co tu się będzie w 2013 wyrabiać.

Według analiz (np BRE Banku czy PKO BP) ceny nieruchomości będą w 2013 spadać. BRE zakłada, że wolumen udzielanych kredytów spadnie o „o kolejne kilkanaście procent (ok. 10-15%)” (w 2012 spadł o 18%). Z kolei PKO BP w analizie cen nieruchomości z 10 grudnia 2012 roku napisał „W perspektywie 2-3 kwartałów najbardziej prawdopodobny wydaje sie nadal lekki trend spadkowy cen mieszkań z uwagi na presje wysokiej, bardzo wolno malejącej  podaży przy słabszym popycie, ograniczanym konserwatywna ocena zdolności kredytowej”. Analitycy z PKO BP oszacowali, że prawdopodobieństwo spadku cen nieruchomości o 30% jest równe… 30%.

Z drugiej strony w branży finansowej słychać głosy, że ceny nieruchomości już dużo nie spadną. Analitycy argumentują to tym, że akcja kredytowa nie może spaść bo dla banków jej ograniczenie to „strzał w stopę”. Spadek ilości udzielonych kredytów to spadek cen nieruchomości, a te stanowią zabezpieczenie dla już udzielonych kredytów co w konsekwencji jest dla nich (banków) niebezpieczne.

Jeśli kryzys się utrzyma, ludzie nie będą mieli z czego spłacać rat kredytów to nie będzie komu kupować i nawet jeśli deweloperzy zrezygnują z całego zysku (marże nadal mają na poziomie 10-15%) to może się okazać, że po prostu nikogo nie będzie już stać na nowe mieszkania. Szczególnie, że Ci co mieli kupić już to zrobili, a w przyszłym roku pierwsza fala ‚zakredytowanych’ wyjdzie z programu Rodzina na Swoim (Ci, którzy zaciągali kredyt w 2006 roku) więc ich miesięczne raty jeszcze wzrosną.

Argument o tym, że „ludzie gdzieś mieszkać muszą” jest raczej wyssany z palca – w końcu nowych mieszkań nie kupują bezdomni, tylko Ci, którzy wynajmują mieszkania albo mieszkają „na pokojach” czy z rodzicami. Nie wierzę w to, żeby byli na tyle głupi żeby obciążać się  kredytem w tej chwili – kiedy Rodzina na Swoim już nie funkcjonuje, a kolejny program – Mieszkanie dla Młodych wejdzie w życie najwcześniej za pół roku.

Wygląda więc na to, że rynek będzie czekać na konkrety w sprawie Mieszkania dla Młodych i do tego czasu rynek pierwotny będzie prawdopodobnie w zawieszeniu (deweloperów stać na utrzymanie cen przez kilka miesięcy), a ceny w dół ściągać będzie rynek wtórny.

Duże pole do popisu będą miały tu również KNF i Rada Polityki Pieniężnej. Sam KNF szykuje nowelizację rekomendacji S, która ma przede wszystkim „uelastycznić i złagodzić podejście w niektórych obszarach” – czyli ułatwić zaciąganie kredytów.

Okres brany pod uwagę przy obliczaniu zdolności kredytowej ma zostać wydłużony do 30 lat jednocześnie KNF rekomenduje 25lat jako maksymalna długość okresu kredytowania. Przekroczenie tego czasu będzie możliwe, ale tylko przy świadomej akceptacji wzrostu ryzyka i kosztu kredytu przez klienta. Jednocześnie maksymalna długość okresu kredytowania ma wynieść 35 lat.

Najprawdopodobniej będzie to tez koniec kredytowania 100% wartości mieszkania. Jeszce kilka lat temu można było wziąć kredyt na 110-115% (czasami więcej  starczało wiec zarówno na zakup mieszkania jak i na jego wykończenie etc. Teraz ma to być maksymalnie 80-90% wartości nieruchomości – czyli czeka nas konieczność posiadania wkładu własnego.

Z kolei RPP zapowiada obniżki stóp procentowych (pojawiły się nawet słuchy że już w styczniu obniżka może sięgnąć więcej niż 0.25 punktów) co powinno dać nieco oddechu już ‚zakredytowanym’ co przy stabilnej sytuacji na rynku walutowym powinno nieszczęśników dodatkowo pocieszyć. Problemem mogą być jedynie spadające ceny nieruchomości – jeśli ich wartość zbyt mocno oddali się od kwoty kredytu jaka pozostała nam do spłacenia (czytaj: nie będą w całości zabezpieczać tego co jesteśmy winni bankowi) bank może zobowiązać nas do wykupienia dodatkowego ubezpieczenia.

Wpływ na rynek kredytów może mieć również próba zbudowania przez KNF „nowej formuły rynku międzybankowego”, który w praktyce prawie zamarzł – banki nie chcą pożyczać sobie wzajemnie pieniędzy. Ewentualne zmiany mogą wpłynąć na poziom WIBOR i w konsekwencji na rynek kredytów i depozytów.

Wiadomo wiec w jakim kierunku podążą ceny nieruchomości – nie wiadomo tylko jak daleko i jak długo taka sytuacja jeszcze potrwa.

Lokaty i inwestycje.

Wspomniane zmiany w wysokości stóp procentowych niekorzystnie wpłyną na oprocentowanie lokat. Już teraz – po ostatnich obniżkach widać, że oprocentowanie spadło, a kolejne jedynie podtrzymają ten trend. Na szczęście inflacja nie jest już tak wysoka jak jeszcze rok temu i przy odrobinie „szczęścia” realny zysk z depozytów pozostanie na podobnym poziomie co w drugiej połowie 2012 roku.

Szacowanie poziomu indeksów na GPW to z kolei wróżbiarstwo w czystej formie. W chwili obecnej jesteśmy na poziomie ~2600ptk na WIG20 – o 300pkt niżej od szczytu z 2011 roku, ale jednocześnie wyżej niż byliśmy od połowy 2008 do połowy 2010 i przez ostatni rok.

wig20-5lat-styczen-2013

Z jednej strony mamy więc miejsce do wzrostów i potencjał w postaci ciągle napływającej do światowego systemu finansowego gotówki. Z drugiej strony słabnąca gospodarka i problemy strefy Euro (i całej EU) każą zachować daleko idącą ostrożność. Warto tu posilić się opinią prof Rybińskiego, który co prawda dobrym ‚medium’ nie jest, ale ma całkowitą rację mówiąc że rynki finansowe i giełdy coraz mocniej odstają od realnej gospodarki.

Rok 2013 będzie więc rokiem ‚trudnym’ i nieprzewidywalnym. Na pewno trzeba być ostrożnym – bardziej niż w roku 2012 – i na bieżąco analizować wszelkie zmiany w gospodarce i świecie finansów i przede wszystkim – być przygotowanym na wszystko.

By | 2015-02-16T22:50:10+00:00 Styczeń 2nd, 2013|Ekonomia, Giełda, Główna, Kryzys Finansowy, Prognozy|2 komentarze

About the Author:

Paweł Choiński - autor bloga Podstawy-Inwestowania.pl.

2 komentarze

  1. PIT 37 druk 16:32 Styczeń 8, 2013 at 16:32

    Nowy rok ma w pierwszej polowie, przede wszystkim dac nam po kieszeniach, jako pracownikom i pracodawcom. Dopiero po polowie roku gospodarka odetchnie. Z lokatami ma byc juz krucho, a inwestycje to chyba pozostaja wylacznie pewniaki, typu- KGHM, czy lokowanie kapitalu w złocie.

  2. Paweł Choiński 15:21 Styczeń 9, 2013 at 15:21

    Z lokatami na pewno będzie krucho bo już teraz widać że spada ich oprocentowanie (dziś znów obniżyli stopy procentowe), a wygląda na to, że jeszcze czeka nas przynajmniej 1-2 obniżki (już się mówi o obniżkach nie o 25pb tylko 50pb).

    Nie wiem tylko z jakich powodów ma w połowie roku to wszystko ‚odbić’? Możliwe, że się zatrzyma, ale czy odbije?

Leave A Comment