Jakiś czas temu pod moją opinią nt przyszłych cen paliw (obstawiałem skok cen powyżej 6pln za litr dla 98’ki na początku przyszłego roku) przeczytałem informację, że teraz każdy jest ekspertem i że jak jestem taki dobry to mam „pokazać swoje Ferrari”. Oczywiście Ferrari nie mam więc przy takiej argumentacji stałem się również kiepskim ekspertem.

Nie chodzi tu o to kto miał rację w tym paliwowym sporze (przekonamy się za około miesiąc), ale o pokazanie pewnego stereotypowego myślenia ludzi z poza branży finansowej – że jeśli ktoś jest „dobry w te klocki” to z automatu jest bogaty. I o ile częściowo zgadzam się z tą opinią, o tyle uważam że jest to raczej nieco większa korelacja (faktycznie osoby znające się na finansach mają większe szanse na bycie bogatymi) niż warunek wystarczający (osoby znające się na finansach nie muszą być z automatu bogate). Skąd takie wnioski?

Jak zwykle – z własnego doświadczenia.

Prognozy vs Rzeczywistość

Swego czasu dość aktywnie uczestniczyłem w życiu strony / forum Mystock.pl. Obstawiałem wyniki, oceniałem analizy innych etc. Co ciekawe, mimo że w tym samym czasie aktywnie grałem na giełdzie (wówczas głównie na akcjach KGHM, BZ WBK i tradycyjnie MCI) z całkiem niezłymi wynikami, obstawianie wyników na MyStock nie szło mi za dobrze i zazwyczaj średnio trafiałem.

Doszło więc do swojego rodzaju paradoksu – nie umiejąc przewidzieć nawet 2-3 dniowego trendu ze skutecznością istotnie statystycznie większą od „50%” – zarabiałem na giełdzie dobrze inwestując. Różnica ta miała swoje źródło w zasadach obstawiania na MyStock.pl – otóż, swoje prognozy trzeba było przedstawić na dzień przed notowaniami i w żaden sposób nie można było ich modyfikować już w trakcie trwania sesji. Przeciwnie było na rynku akcji – tu korektę można wprowadzić prawie zawsze.

Okazało się, że nawet jeśli jednego dnia obstawiłem spadki np na KGHM (i nie mogłem już zmienić tej opinii w serwisie) to nie przeszkadzało mi to w korekcie swoich poglądów następnego dnia w trakcie trwania sesji i zakupie / sprzedaży tych akcji z zyskiem. Wynik był taki jak przedstawiony powyżej – prognozy to zupełnie co innego niż aktywna gra na giełdzie doświadczonego daytradera. Tym samy – można mieć trafne prognozy i nie zarabiać na giełdzie i można nie trafiać z prognozami – zarabiając.

Pomijam tu już zakaz gry na giełdzie, który obowiązuje sporą część osób pokazywanych w TV jako „eksperci rynków finansowych” oraz cały rynek Forex, gdzie w kilka chwil można stracić ogromną część zainwestowanego kapitału (np na krótkiej korekcie) nawet przy trafnej kilkudniowej prognozie zmian cen walut. Co nam to da, jeśli w kilka chwil obudzimy się z „margin call”?

Kapitał początkowy, zwrot z inwestycji vs Rzeczywistość

Kolejnym problemem, szczególnie młodych graczy giełdowych, jest kapitał początkowy. Znam kilku blogerów, których analizy i prognozy są bardzo trafne, ale nadal jeżdżą do swojej pracy / na uczelnie środkami komunikacji miejskiej, a na wakacje jeżdżą pod namiot.

Tu problemem jest najczęściej kapitał początkowy. Nawet zakładając, że ktoś trafnie obstawia trendy (patrz pierwsza część tekstu), umie skutecznie grać na giełdzie i osiąga wynik np 25% w skali roku (grubo powyżej średniej) to przy kapitale początkowym nawet rzędu 10 000 zł jego roczne zyski wyniosą zaledwie 2 500 zł. W skali 10 lat zysk i zgromadzony kapitał nadal nie przekroczą 100 tys zł – czyli na Ferrari nie starczy.

Mity nt Inwestorów

Tu idealnym przykładem jest Warren Buffet. Inwestor wszech czasów, który dorobił się na…. ubezpieczeniach. Tak – to nadal branża finansów, ale nie jest to gra na giełdzie i zarabianie bezpośrednio z trafnego prognozowania zmian cen na rynkach. Co więcej – bardzo często zyski z inwestycji np we własną firmę są o wiele większe niż zyski z giełdy (tu przykładem mógłbym być ja sam – po inwestycji w jedno z urządzeń elektronicznych udało nam się wygenerować w ciągu kwartału zysk wielkości 30% wartości tego urządzenia – czyli zanualizowane 120% rocznie 😉 ).

Co więcej – „inwestor wszech-czasów” zarabia średnio 10% rocznie (uwzględniając cały czas jego działalności czyli również lata kiedy nie wychodził „ponad kreskę”). Zerknijcie teraz na przykład inwestora, który podałem powyżej – tego samego, który z kapitałem początkowym 10tys zł po 10 latach nie przekroczył 100 tys zł zysku – ilu początkujących inwestorów ma 10 tys zł i potrafi przebić Buffet’a wynikiem 2,5 raza lepszym?

Te trzy, wspomniane przeze mnie czynniki – trafność analiz, która niekoniecznie musi prowadzić do zysków, zyski z inwestycji uzależnione od kapitału początkowego i mit o gigantycznych zyskach osiąganych z inwestycji giełdowych – powodują, że wiedza nt rynków finansowych i trafne ich analizowanie i prognozowanie zmian to nie warunki wystarczające do osiągnięcia bogactwa.