Podatek Belki – czyli inaczej podatek od zysków kapitałowych, który nasze banki „nauczyły się” omijać dopiero jakiś czas temu (wraz ze wzrostem zainteresowania depozytami pozwalającymi na jego unikanie) od początku wzbudzał kontrowersje. I nie chodzi tylko o to, że wpływa niekorzystnie na wielkość naszych oszczędności i stoi w sprzeczności z wolnym rynkiem (większość płaconego podatku pozostała by na rynku pozwalając by jego niewidzialna ręka rozdysponowała go najkorzystniej jak to możliwe).

Podatek ten najczęściej pojawia się w kontekście jego likwidacji. Już samo jego wprowadzenie zakładało, że niedługo zniknie (był wprowadzany jako podatek tymczasowy), a następnie wszystkie kolejne rządy obiecywały jego zniesienie. To, że raczej nie zniknie nie jest żadnym odkryciem jednak przy okazji „reform” emerytalnych Rząd przyznał, że podatek Belki będzie z nami przez kolejne 20-30 lat.

A stało się tak za sprawą IKZE – czyli alternatywy dla IKE, którą Rząd chce wprowadzić, żeby przekonać obywateli do samodzielnego oszczędzania na emeryturę (a chyba jedyne co osiągnie to udowodni, że stopień edukacji finansowej w kraju jest na fatalnie niskim poziomie).

Jednym z założeń IKZE (co ma być przeciwieństwem do stosunku do IKE) jest możliwość odliczenia wpłat dokonanych w danym roku od podstawy opodatkowania jednak zysk z IKZE będzie opodatkowany! Czym? Niczym innym jak podatkiem od zysków kapitałowych, a ponieważ reforma dotyczy obecnych 25-40 latków, a możliwość wypłacenia pieniędzy z IKZE uzyskamy po skończeniu 60-65 lat, oznacza to, że Rząd zakłada istnienie podatku Belki za kolejne 20-30 lat.

W zasadzie nie jest to niczym nowym – chyba nikt nie miał złudzeń, że podatek ten zostanie wycofany. Uważam jednak, że warto o tym wspomnieć i uodpornić się na ewentualne „obietnice przedwyborcze” związane z jego usunięciem, które pojawiają się zazwyczaj w roku wyborczym.