Nowy paradygmat rynków finansowych

Kilka ostatnich miesięcy zepchnęło mnie trochę na boczny tor świata finansów i mimo paru prób powrotu do regularnego pisania nowe obowiązki na nowym stanowisku skutecznie tłumiły moje zapały. W zeszłym tygodniu udało mi się w końcu wyrwać na tygodniowy urlop, na którym między innymi wchłonąłem książkę „Nowy paradygmat rynków finansowych” Georga Sorosa. Książka nie powala na kolana, ale jest jedną z tych, które warto przeczytać. Chociażby ze względu na autora.

A jest nim jeden z najbardziej znanych spekulantów giełdowych, doświadczony finansista i – co było dla mnie małym zaskoczeniem – twórca Open Society Institute – organizacji działającej na rzecz otwartego społeczeństwa, demokracji, reform społecznych i praw człowieka (OSI finansuje między innymi naszą Fundację Batorego).

W dużym uproszczeniu – Soros uważa, że obecny kryzys finansowy jest wynikiem błędnego interpretowania rzeczywistości przez ekonomistów i finansistów. Błąd ten jest na tyle „pierwotny”, że zaistniał w większości współczesnych koncepcji i poglądów, a jego konsekwencją są kolejno powtarzające się kryzysy finansowe. Sytuacja, w której jesteśmy obecnie jest jednak – zdaniem Sorosa – wyjątkowa. Stanowi nie tylko kolejny kryzys, ale jest końcem pewnej epoki i początkiem nowego paradygmatu rynków finansowych.

Wszystkiemu winny jest pogląd o istnieniu idealnej równowagi, do której dążą pozostawione same sobie rynki (autor zaprzecza, że „niewidzialna ręka rynku” jest najlepszym mechanizmem stabilizującym) i niesłuszne założenie że dynamika produktu i zmiana jego ceny (krzywe popytu i podaży) przecinają się zawsze w najbardziej optymalnym punkcie.

Zdaniem Sorosa przyszłe ceny na rynkach kształtowane są nie tylko przez walkę popytu z podażą, ale również przez oczekiwania uczestników rynku i czynności, których się podejmują żeby tą cenę osiągnąć.

„Nasze rozumienie świata jest niedoskonałe, ponieważ stanowimy jego część. Ale niedoskonałość nie przeszkadza nam w pojmowaniu zjawisk przyrody. Przeszkadza nam jedynie w badaniu i wyjaśnianiu zdarzeń, w których uczestniczą ludzie.”

Trudno się tu nie zgodzić z kimś, kto wielokrotnie uczestniczył w tworzeniu baniek spekulacyjnych i ich spektakularnym „przebijaniu”. Wiele kursów akcji zmienia swoją wartość ze względu na prognozy przyszłego zysku spółek, a skoro prognozy mają zawierać w sobie oczekiwania (autorów) dotyczące przyszłych cen – mamy do czynienia ze „zwrotnością”.

Lansowana przez Sorosa „koncepcja zwrotności” zakłada interakcje pomiędzy modelem kognitywistycznym, a manipulacją. Każdy uczestnik rynku ma wpływ na jego kształt. Funkcja kognitywistyczna (poznanie otaczającego świata) i funkcja partycypacyjna – czyli wpływ jaki mamy na ten świat próbując osiągnąć korzyści (Soros nazywa to manipulacją) kształtują cenę w sposób daleki od „równowagi”.

„Ludzie opierają decyzje nie na faktach, jakim stawiają czoło, ale na percepcji i interpretacji faktów. Ich decyzje wpływają na faktyczne sytuacje, a zmiany sytuacji pociągają za sobą zmiany percepcji.”

Problem w tym, że zdaniem autora konsekwencją nierozumienia „koncepcji zwrotności” była nadmierna deregulacja rynków (sic!), a jednym z proponowanych rozwiązań jest przywrócenie nad nimi większej kontroli…

Będąc jeszcze na studiach psychologicznych wielokrotnie miałem okazję oglądać notatki i zadania rozwiązywane przez moich kolegów studiujących ekonomię. I faktycznie podstawowe założenia stosowane w ich obliczeniach często zaprzeczały temu czego uczono mnie na psychologii – np tego jak i kiedy ludzie wybierają produkty droższe (podczas gdy w zadaniach ekonomicznych zakładano zawsze, że ten sam jakościowo produkt zawsze będzie kupowany tam gdzie jest najtańszy).

Zgadzam się więc z Sorosem, że współczesna ekonomia za mało czerpie z psychologii i socjologii i za bardzo na siłę stara się być nauką ścisłą. Wystarczy przeczytać np „Psychologię Ekonomiczną” Tadeusza Tyszka czy „Psychologię Reklamy” Dariusza Dolińskiego żeby przekonać się że ludzie postrzegają pieniądze irracjonalnie (np przypisując nieświadomie większą wartość do większych [fizycznie] monet czy irracjonalnie oceniając korzyści płynące z zakupu produktu w niższej cenie * ).

Pytanie tylko czy to irracjonalne postrzeganie świata ma naprawdę aż tak fatalny wpływ na naszą ekonomię i gospodarkę? Przecież czynniki o których mówi autor istniały od zawsze, prognozy ekonomiczne również, a za każdym razem kiedy ktoś próbował na siłę regulować rynki (np przez narzucenie cen) ponosił sromotną porażkę.

Dlaczego więc dopiero ostatnie kryzysy miałyby być wynikiem tego „niesłusznego” postrzegania przez ludzi otaczającego ich świata?

Wydaje mi się, że cała „filozofia” przedstawiona przez Sorosa w książce „Nowy paradygmat rynków finansowych” jest mocno naciągana i nie służy stworzeniu nowego modelu ekonomicznego, a jest jedynie próbą usystematyzowania tego jak świat postrzega sam autor. Zresztą nawet on zdaje się być nie do końca przekonany o słuszności swoich poglądów (a już na pewno nie umie do nich przekonać czytelnika) – cytuje nawet swojego syna Roberta, który miał powiedzieć:

Mój ojciec usiądzie i przedstawi ci teorie wyjaśniające, dlaczego robi to albo tamto. Ale pamiętam, że jako dziecko widziałem to i myślałem: „Jezu Chryste! Co najmniej połowa z tego to bzdury!” (…) Jeśli przebywasz z nim przez dłuższy czas, orientujesz się że powoduje nim głównie temperament. Ale on zawsze próbuje uzasadniać to, co podpowiadają mu emocje.

Tak czy inaczej książka przynajmniej w połowie przepełniona jest historią kilku ostatnich kryzysów ekonomicznych widzianych z perspektywy dość znaczącego uczestnika rynków. Chociażby z tego powodu warto ją przeczytać  i zapoznać się z opisywanymi problemami ekonomicznymi z innego punktu widzenia. Pod tym względem druga część książki jest naprawdę wartościowa.

* – wiele badań wskazuje na to, że jesteśmy skłonni np wybrać się do odleglejszego sklepu żeby kupić produkt tańszy o 10 zł – jeśli jest to znaczna obniżka ceny tego produktu (np jeśli coś kosztuje w bliższym sklepie 19 zł, a w dalszym 9 zł to pójdziemy do tego dalszego). Jednocześnie jeśli w sklepie odleglejszym cena np garnitury będzie o 10 zł niższa (czyli np zamiast  2990 zł mamy tam zapłacić 2980 zł) – czyli jeśli „procentowo” obniżka będzie prawie niezauważalna – mało kto się wybierze po tańszy produkt. Z logicznego punktu widzenia w obu przypadkach wyprawa do odleglejszego sklepu da nam zysk w wysokości 10 zł – jest więc matematycznie dokładnie tak samo zyskowna. Różnice w wyborze są jednak skrajnie różne, a co za tym idzie – dalekie od logiki.

About the Author:

Paweł Choiński - autor bloga Podstawy-Inwestowania.pl.

3 komentarze

  1. Krzysiek 14:17 Październik 28, 2013 at 14:17

    Witam, już się obawiałem że zakończył Pan misję niesienia kaganka oświaty ale na szczęscie moje obawy się nie sprawdziły.
    P.Soros też m.in. przyczynił się do obecnej sytuacji wolał spekulować
    niż tworzyć. Czy jest jeszcze jakakolwiek szansa na powrót do zrównoważonego rozwoju ? czy tylko wyścig szczurów, inwigilacja i podsłuchy ?

  2. Paweł Choiński 20:53 Październik 28, 2013 at 20:53

    Dziękuje – jest ogromna szansa, że wpisy znów zaczną pojawiać się regularnie.

    Czy jest szansa na powrót do równowagi? Lepiej, żeby była.

  3. Mauro Picotto 20:29 Luty 4, 2014 at 20:29

    Najbardziej w jego książce podobał mi się fragment o sprzężeniu zwrotnym przy pompowaniu bańki. Nikogo nie obchodzi, że jest to bańka, wszyscy liczą, że uda im się złapać trend wzrostowy, nim bańka zostanie przekłuta. Niby truizm ale napisał to w naprawdę świetny sposób.

Leave A Comment