W tym roku nie będzie podatku od pączków. Nie chodzi oczywiście o podatek, który płacą piekarnie od zysków z ich sprzedaży – nie zapłacą go Ci, którzy dostali dziś w pracy darmowego pączka od pracodawcy. Jak absurdalnie by to nie brzmiało jest jednak faktem – w tym roku ministerstwo finansów(o dziwo) całkowicie zrezygnowało ze ściągania podatku z „przychodu” jakim są słodkie smakołyki otrzymane od pracodawcy (chyba, że były kupione z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych – wtedy i tak opodatkowane nie były).

I niby powinniśmy się cieszyć, ale jak spojrzeć na to z drugiej strony,to aż dziw bierze bo przepisy niby te same co rok temu (a rok temu pączek podlegał „opodatkowaniu na zasadach przewidzianych dla przychodów ze stosunku pracy”), a tylko Minister Finansów inny i taka odmiana (W polskim prawie podatkowym nie ma i nie było przepisu nakładającego obowiązki podatkowe z tytułu zjedzonych pączków.).

W czym lepszy jest pączek od wigilijnego karpia, który dwa miesiące temu na firmowej wigilii był „przychodem ze stosunku pracy” – ministerstwo już nie powiedziało.

I tak o wyższości tłustego czwartku nad świętami Bożego Narodzenia zadecydowało Ministerstwo. Niestety przy okazji udowadniając, że te same przepisy, jak głupie by nie były, nawet na najwyższym szczeblu można sobie omijać i zmieniać ich interpretację bez większego powodu. Ten drobny przykład pokazuje, że nawet w tak błahej sprawie nie możemy liczyć ani na stabilność przepisów, ani na jednoznaczne ich brzmienie – już nie tylko na szczeblu pojedynczych urzędów skarbowych, ale i w Ministerstwie Finansów.

fot. Cukiernia Agata / Sumarex