Podstawową wadą naszego systemu emerytalnego wcale nie jest zbliżający się upadek Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, nie jest nim też fikcyjnie księgowany stan naszych kont emerytalnych. Nie jest nim nawet źle zarządzany system OFE czy zabieranie przez rząd pieniędzy z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Podstawowy problem to my sami – nasze podejście do oszczędności, emerytury i finansowej przyszłości.

Ilu z Was przejmuje się tym, że na emeryturę pójdzie nie w wieku 65, jak teraz, a w wieku 67 lub nawet 70 lat? Ile Wam jeszcze potrzeba? 20? 30? 40 lat pracy? A ile razy w ciągu ostatnich 10-15 lat zmieniał się „system emerytalny” i przepisy „poboczne”? Co daje podstawy by sądzić, że przez najbliższe 40 lat system będzie stabilny?

Stabilność systemu emerytalnego to nie tylko stabilność finansowa kraju – zauważmy, że w przeciągu ostatnich 30 lat zmienił nam się nawet ustrój polityczny! Natomiast w ciągu ostatnich 100 lat mieliśmy zabory, 2 wojny światowe, wolą Polskę, komunizm i wolną Polskę 2.0. Na dobrą sprawę 6 różnych systemów polityczny, 6 różnych gospodarek – 5 różnych zmian ustrojowych. Średnio co 16 lat.

Oczywiście nie chce tu snuć katastroficznych wizji, ale muszę przyznać, że zaślepieni „wspólnym bezpiecznym” światem zachodnim zapominamy, że bezpieczeństwo narodowe (które podobno osiągnęliśmy) nie zawsze idzie w parze z bezpieczeństwem finansowym. Spójrzmy chociażby na Unię Europejską, która przez ostatni kryzys obrała kurs z prawie-kapitalizmu na socjalizm. Spójrzmy na Węgry, które najzwyczajniej w świecie znacjonalizowały składki emerytalne swoich obywateli.

Mało kto z nas myśli o swojej przyszłości finansowej w perspektywie dłuższej niż 2-3 lata. Sam często bywam „wyśmiewany” za moje podejście np do kupna mieszkania – wolę płacić 1000 zł miesięcznie za kawalerkę, niż za 1800 zł być na 35 lat przywiązany do banku, a za 5-10 lat zacząć się martwić co dalej – przecież rodzina w kawalerce się nie mieści. Do tego dochodzą „dobre rady”, które zapewne dostają wszyscy z Was, którzy dopiero przymierzają się do kupna „swojego”, że „najlepszy kredyt w walucie” itp itd.

O korzyściach płynących z kredytów walutowych mogą Was zapewnić osoby, które spłacają kredyt we frankach szwajcarskich. Ci wszyscy, którzy byli tak pewni swego i zadowoleni z taniego kredytu drugi raz w ciągu dwóch lat mają nóż na gardle z powodu rosnącego kursu CHF. Tu pojawia się pytanie – skąd pewność, że kurs CHF będzie stabilny? Że będą tam niskie stopy procentowe? I to nie przez następny rok czy dwa – tylko przez następne 30-35 lat bo na tyle wiążemy się nie tylko z bankiem ale i z walutą!

W ostatnim wywiadzie dla Pulsu Biznesu profesor Rybiński powiedział, że nie wie jaki będzie kurs dolara w przyszłym roku. Były konsultant Banku Światowego, były główny ekonomista warszawskich oddziałów ING Banku, BZ WBK, BPH, 4-letni wiceprezes Narodowego Banku Polskiego nie wie jaki będzie kurs dolara w przyszłym roku, a my słuchamy się znajomych i doradców finansowych, którzy wiedzą, że kurs franka będzie stabilny przez następne 35 lat!

Co będzie z nami za 35-40 lat – na emeryturze? Pewni możemy być tylko jednego – nikt tego nie wie! Z punktu widzenia „zarządzania kryzysowego” nie możemy więc liczyć na żadne zewnętrzne czynniki ponieważ nie mamy na nie żadnego, albo mamy bardzo niewielki wpływ. Wystarczy nam druga Fedak, która położy rękę na OFE i powie że składki odprowadzane do OFE pozostaną niskie już na zawsze, a nie na 2 lata, albo drugi Komorowski, który podpisze jedną ustawę o finansach publicznych, a potem powie że i tak będzie chciał ją zmienić.

Jedyne na co mamy wpływ to nasze oszczędności – chociaż i tu zależy to wszystko od tego jakie to oszczędności. Pieniądz jako taki – wirtualny na koncie bankowym – nigdy w 100% bezpieczny nie będzie. W Argentynie, 9 lat po ogłoszeniu przez kraj niewypłacalności dalej są problemy z dostępem do własnych pieniędzy na kontach bankowych – wygrywają Ci, którzy mają pieniądz papierowy. Ale i ten nie jest bezpieczny – ponieważ w większości krajów obowiązuje tzw pieniądz fiducjarny – wartość należących do nas papierków może ulec zmianie w stopniu o wiele większym niż w sytuacji gdy pieniądz „przywiązany” jest do kruszcu (srebra lub złota).

Zdaniem wielu ekonomistów „dodruk” pieniądza w USA spowoduje, że dług kraju zmniejszy się na skutek spadku wartości dolara (inflacji) – koszt tego poniosą wszyscy posiadacze tej waluty – także Amerykanie, którzy odkładają gotówkę na własną emeryturę (chociaż Trystero przytoczył inny scenariusz związany z kreowaniem przez FED pieniądza).

Okazuje się więc, że nawet oszczędzanie na emeryturę nie daje nam gwarancji spokojnej starości, jeśli „źle zainwestujemy”. W co więc inwestować? I tu znów wrócę do wypowiedzi prof. Rybińskiego, który twierdzi, że w tej chwili prawie na każdym rynku istnieją mniejsze czy większe bańki spekulacyjne, co idąc tym tropem daje obraz świata finansów, w którym długoterminowe inwestowanie staje się coraz trudniejsze.

Spójrzmy więc na to jak na swojego rodzaju odwróconą „piramidę” – na samym dole mamy najmniej pewną emeryturę państwową z ZUS, potem emeryturę, którą wypłaci nam OFE – pieniądze pewniejsze bo „realne”, ale cały system nadal pod nadzorem Państwa. Potem mamy IKE – prywatne konta pozwalające na uniknięcie płacenia podatku, ale z ograniczeniami – Państwo może jednak w każdej chwili cofnąć „zwolnienie podatkowe” i IKE staną się zwykłą inwestycją.

I na samej górze mamy coś, co jest iloczynem wielkości naszych oszczędności i trafności naszych inwestycji. Jednocześnie na osi poziomej mamy orientacyjnie szacowaną wielkość naszej emerytury – oczywiście zakładając, że kwoty początkowe będą podobnej wielkości (dla czepialskich – OFE i IKE są poniżej własnych oszczędności i inwestycji ze względu na prowizje za zarządzanie).

Pomijając jednak cały fragment o trafności naszych inwestycji, coraz większej trudności w inwestowaniu i niepewności zysków – przejście do poziomu czwartego na wykresie ma jeden warunek konieczny – posiadanie oszczędności. Nawet jeśli nasze inwestycje nie będą trafione i będą przynosić straty – to zawsze coś na naszych kontach, w skarpecie czy w sejfie na kajmanach coś zostanie – coś, co ma realną wartość i jest stosunkowo daleko od polityki finansowej kraju, która nie ważne czy zła – czy dobra. Ważne, że nie przewidywalna – a to najgorsza z możliwych sytuacji.

Nadchodzi nowy rok. Nadchodzą postanowienia – może czas na zmianę myślenia o finansowej przyszłości?