Lekcja ekonomii i demokracji na przykładzie Grecji

Przykład Grecji to nie tylko efekt spirali zadłużenia i wpływu kryzysu gospodarczego na świecie oglądany w czasie rzeczywistym z (niestety) dość bliskiej perspektywy. To też idealny przykład na to jak działa pieniądz, jak można stracić nad nim kontrolę i w rezultacie utracić zaufanie jakim darzą go uczestnicy rynku.

To też przykład na to jak zmienia się społeczeństwo i jak trudno nim zarządzać, tego jak działa demokracja i kiedy działa na korzyść ogółu, a kiedy niestety mu szkodzi. Kryzys Grecji powinien być najważniejszą lekcją ekonomii i socjologii w jakiej możemy uczestniczyć – wszyscy, bez wyjątku. Chociaż nie wierzę, żeby ktoś wyciągnął z tego jakieś głębsze wnioski.

Grecja przed kryzysem

Najważniejszymi przyczynami upadku Grecji był ich sport narodowy – omijanie podatków, nadmierne zadłużenie – przez które wpadli w spiralę oraz wejście do strefy euro – przez co utracili kontrolę nad kreacją pieniądza we własnym kraju i nad własną walutą.

Samo omijanie podatków nie było szkodliwe bo rząd miał w miarę regularne wpływy, a to co zostało w kieszeni podatników trafiało na rynek więc w bardziej efektywny sposób mogło na nim funkcjonować. Niestety żyjemy w świecie, w którym dominującym nurtem w ekonomii jest filozofia ciągłego i nieograniczonego wzrostu – utopia w czystej postaci. Zapewnienie ciągłego wzrostu odbywało się poprzez stymulację gospodarki ze strony budżetu państwa, oczywiście z pożyczonych pieniędzy.

Ponieważ w świecie banków centralnych mechanizmy kreacji pieniądza pozwalają na jego generowanie praktycznie bez pokrycia w nieograniczonych ilościach – tani pieniądz był w miarę łatwo dostępny (co np nie miałoby miejsca w XIX wieku kiedy to kapitalizm w czystej formie jak na sterydach rozwijał światowe gospodarki) więc Grecja pożyczała ile mogła.

W końcu Grecja wchodzi do strefy euro – nie do końca przemyślanego tworu politycznego (nie ekonomicznego!), który mimo wszystko miał w miarę solidne podstawy w postaci wymogów jakie dany kraj musiał spełnić, żeby dołączyć do grona państw wspólnej waluty. Tu niestety grecy popełnili kolejny błąd i przy pomocy Goldman Sachs oszukali swój ‚bilans finansowy’ wchodząc do strefy euro zbyt wcześnie.

Kilka lat później w europie następuje gwałtowne załamanie na rynkach nie tylko finansowych. Giełdy lecą w dół, gospodarki stymuluje się coraz większymi zastrzykami pieniędzy i nagle okazuje się, że Grecja straciła jeden z podstawowych mechanizmów obronnych – możliwość zarządzania własną walutą. Ten i wiele innych czynników spowodowało coraz większe zadłużanie się kraju coraz większym kosztem, aż do momentu w którym system przestał być wydolny.

Oczywiście to nie rząd przestał być wydolny – to obywatele – przyzwyczajeni do 13 i 14 pensji, wielu przywilejów etc mieli nagle stracić to wszystko i zacisnąć bardzo mocno pasa – na nie wiadomo jak długo (co prawda były szacunki, że w 2020 roku Grecja wróci na rynek długu – czyli ponownie zacznie sprzedawać obligacje, ale… ).

Lekcja demokracji

Grecy pokazali siłę demokracji i słabość ustroju, który stara się wszystko kontrolować. W sytuacji, w której tak wiele zawodów i tak wiele osób podlega pod „budżetówkę” winę za kryzys w oczach ludzi ponosi pracodawca – czyli rząd. Wszystkie te nadmierne regulacje, dociskane jeszcze mocniej w czasie kryzysu teraz okazały się kotwicą, która doprowadziła do kryzysu zaufania nie tylko do samych polityków, ale do wszystkiego co związane z rządem, bankami (w końcu regulowanymi i poklepywanymi po plecach przez rządy).

Wyborcza, w specyficzny dla siebie sposób, opisała ostatnio sytuację jaka panuje na rynku dóbr pierwszej potrzeby w Grecji. Okazuje się, że zaczyna tam kwitnąć wymiana barterowa, a kapitalizm – w czystej formie – odradza się na nowo. Z tą tylko różnicą, że bez udziału euro – bez udziału państwowej waluty, bez podatków i pośredników. Ludzie wymieniają się produkt za produkt, owoce za warzywa, własne wyroby za usługi itp.

Co prawda już sam tytuł i przytaczane przez bohaterów zdania świadczą o tym, że ani autor z wyborczej ani sami grecy nie rozumieją istoty pieniądza (w końcu jest on takim samym towarem jak te, które wymieniają między sobą, tyle tylko że uniwersalnym), ale ich działanie jest jak najbardziej racjonalne.

System finansowania Państwa się nie sprawdził, zaufanie do waluty spadło niemal do zera więc naturalną reakcją rynku jest obrona. Niestety – o ile z punktu widzenia jednostek rozwiązanie takie jest bardzo korzystne – większy zysk dla sprzedających, tańsze produkty dla kupujących, o tyle konsekwencje dla całej gospodarki (bez względu na to czy jest zbudowana dobrze czy źle) będą opłakane.

Jeśli odejście od waluty narodowej przybierze w Grecji na sile i ogarnie istotną statystycznie część gospodarki wówczas bankructwo grozi nie tylko pośrednikom w handlu, ale i dużym sieciom handlowym i wszystkim, którzy są z nimi powiązani (firmy transportowe, reklamowe etc etc).

Potrzeby Maslowa

A wszystko to przez niedocenienie siły piramidy potrzeb Maslowa. W sytuacji, w której regulator zbyt głęboko wchodzi w gospodarkę,  bierze na siebie odpowiedzialność za jej stabilność. Kiedy bierze na siebie odpowiedzialność za tą część rynku, która zapewnia podstawowe potrzeby fizjologiczne (stąd u Greków punktem zapalnym jest żywność) i zawala sprawę poprzez faworyzowanie większych sieci handlowych etc etc – ponosi klęskę nie tylko w tej branży – ale na całym polu swojej działalności (podobna sytuacja ma miejsce u nas gdzie regulator państwowy w nierynkowy sposób – poprzez podatki – faworyzuje duże sieci handlowe, odprowadzające część zysku za granicę).

W czasach dobrobytu równowaga jest zachowana (mimo, że i tak działania rządu hamują rozwój gospodarki, ale pozwalają się lepiej mierzyć – stąd złudzenie efektywniejszego działania), ale podczas kryzysu wszystko zaczyna upadać jak domek z kart.

Do tego wszystkiego dochodzą niepokoje społeczne. Ci, którzy ciągle oszukiwali na podatkach są tak samo potraktowani „zaciskanym pasem” jak uczciwi podatnicy. Dorzucając do tego katastrofalny dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego styl życia (Tu dość ciekawa prezentacja nt snu), nadmierny konsumpcjonizm, kreację potrzeb, braki edukacyjne jeśli chodzi o ekonomię etc – mamy gotową katastrofę.

Katastrofę, której w innych krajach można jeszcze uniknąć. Nie można tego jednak zrobić tylko poprzez „stymulację” gospodarek i wątpliwe reformy ekonomiczne. Trzeba zmienić całkowicie filozofię życia współczesnych ludzi – zaczynając od stylu pracy (ilu z nas odlicza dni do piątku?), poprzez podejście do czasu wolnego, samorealizacji, organizacji życia społecznego, a kończąc na organizacji życia całego państwa.

Na takie zmiany potrzeba nie tylko chęci, ale i czasu. Nawet jeśli w europie uda się zażegnać obecny kryzys przy pomocy tradycyjnych środków (zakładając, że najsłabsze ogniwa naszego domku z kart nie pękną) to i tak zostało nam na to niewiele czasu – maksymalnie 25-30 lat do kolejnego kryzysu, którego podstawą będą zmiany demograficzne.

 

By | 2015-02-16T22:50:13+00:00 Maj 19th, 2012|Ekonomia, Główna, Kryzys Finansowy|0 Comments

About the Author:

Paweł Choiński - autor bloga Podstawy-Inwestowania.pl.

Leave A Comment