Każdej podwyżce podatków, niezależnie od grupy rządzącej która ją wprowadza, towarzyszy zapewnienie (najczęściej z ust samego premiera), że podwyżka ta nie dotknie najbiedniejszych. Podobnej sytuacji doświadczyliśmy niedawno kiedy obecny rząd zapowiedział podwyżkę podatku VAT, zniesienie części ulg i wprowadzenie innych ograniczeń.d

Żyjemy w kraju, w którym sukces finansowy kojarzony jest z przekrętami i nieuczciwością w związku z czym hasła „opodatkujmy najbogatszych” marketing polityczny sprzedaje z ogromną skutecznością. Niestety – jak to zwykle bywa – rzeczywistość jest z goła inna.

Weźmy przykład najbardziej skrajny, ale najlepiej opisujący możliwości jakie mają Ci, których podobno chcemy opodatkować. Najlepiej zarabiający polski sportowiec (który zapewne nie byłby zadowolony z tego, że posługujemy się jego przykładem) – Robert Kubica. Pytanie – jak duże podatki płaci? Odpowiedź jest prosta – w Polsce żadne. Całość opłaca w Monako. Jakie więc poniesie konsekwencję podwyżki podatków w naszym kraju? Żadne.

To oczywiście wyjątek, niewielu jest Polaków, którzy cały podatek płacą poza granicami kraju – jednak zjawisko to występuje jedynie wśród bardziej zamożnych polaków – ciężko sobie wyobrazić sytuację, w której 2 osobowa firma z obrotami 15 tys miesięcznie płaci (czy raczej nie paci) podatek na Bermudach?

Osoby najbiedniejsze płacą nie tylko podatek dochodowy, ale płacą również VAT za każdy zakupiony przedmiot. I tak kupując np laptopa za 2460 zł przeciętny Kowalski ponosi całkowity koszt jego zakupu – z konta znika mu 2460 zł. Przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą (który najczęściej zarabia nieco więcej niż średnia za pracę na etacie) wrzuci fakturę za laptopa w koszty prowadzenia własnej działalności i jeśli jest płatnikiem VAT odliczy sobie 460 zł VATu, a pozostałe 2000 zł wliczy w koszty firmy przez co zapłaci  o 360 zł niższy CIT. Faktycznie zapłaci więc tylko 1640 zł za laptopa.

Oczywiście nie wszystko da się w ten sposób odliczyć – można jedynie środki, które faktycznie potrzebne są nam w działalności. Jeśli jednak ktoś jest jeszcze bogatszy i posiada nie jedną a trzy firmy działające w różnych branżach może odliczyć jeszcze więcej różnych rzeczy od VAT, a resztę wpisując w koszty firmy przez co zapłaci mniejszy podatek.

Największe firmy mają jeszcze więcej możliwość czego najlepszym przykładem jest firma Google, która realnie płaci zaledwie 4% podatek. Dzieje się tak dlatego, że na wspomnianych już Bermudach nie istnieje coś takiego jak CIT (czyli podatek od firm), w związku z czym Irlandzki oddział Google transferuje pieniądze do Holandii, a tam korzystając z luki w prawie przerzuca pieniądze za darmo na Bermudy i księguje w je tamtejszej filii firmy.

Który „Kowalski” czy „Nowak” ma możliwość na zrealizowanie podobnego przedsięwzięcia w celu uniknięcia płacenia podatku? Żaden – dlatego płacą kilkukrotnie wyższe podatki w kraju.

Podobnie będzie w przypadku proponowanego przez ministra Rostowskiego podatku bankowego. Niektóre banki zapewne pokryją część tych obciążeń z własnych środków, żeby zwiększyć konkurencyjność swojej oferty jednak zapewne większość tych obciążeń odbije się na zwiększonych kosztach prowadzenia rachunków, przelewów itp. Tu najbardziej poszkodowaną grupą będzie klasa średnia, która korzysta z usług bankowych (w przeciwieństwie do grupy najbiedniejszych polaków), ale nie zarabia na tyle dużo, żeby móc transferować swoje środki na zagraniczne – bardziej atrakcyjne cenowo – konta bankowe.

Tak czy inaczej paradoksalnie mit o podatku dla „najbogatszych” najlepiej przyswajany jest przez tych, którzy faktycznie zapłacą za te zmiany najwięcej.