Czytając różnego rodzaju artykuły, opinie i analizy można mieć mieszane uczucia jeśli chodzi o kryzys finansowy w jakim znajdujemy się mniej więcej od końca 2007 roku i jego wpływ na stan naszego portfela. Szczególnie jeśli uwzględnimy informacje “z pierwszej ręki”, które dochodziły do nas (a przynajmniej do mnie) od znajomych itp – osób, które najczęściej w wyniku cięć kosztów, straciły pracę.
Dane o pogarszającej się sytuacji finansowej polaków potwierdzają ostatnio opublikowany raport InfoMonitora nt długów Polaków, z którego wynika że łączna suma niespłaconych zobowiązań w naszym kraju wynosi 19,06 mld złotych – czyli o 13,5% więcej niż jeszcze w lutym tego roku (wówczas zgodnie z danymi z raportu InfoMonitora z lutego 2010 dług wynosił 16,87 mld zł).
W ciągu ostatniego roku suma niespłaconego zadłużenia wzrosła w sumie o 93%. Średnie zadłużenie wynosi 10 469 zł jednak aż 44% osób z “długami” ma do oddania nie więcej niż 2 tys zł. 7,7% z całej kwoty to zobowiązania alimentacyjne.
źródło: InfoMonitor
Okazuje się jednak, że albo sytuacja nie jest aż tak straszna albo zaczynamy czerpać wzorce z zachodnich społeczeństw na skalę masową. Puls Biznesu przytoczył niedawno dane GUS na temat zarobków Polaków w ostatnim roku, z którego wynika, że (po uwzględnieniu inflacji) przeciętny Polak miał w 2009 roku do dyspozycji o 3% więcej środków niż w roku wcześniejszym (czyli mniej więcej 800 zł na rękę). Niby niewiele, ale patrząc na przytoczoną już informację o wielkości zadłużenia (44% ma dług mniejszy niż 2 000 zł) można się zacząć zastanawiać skąd to się bierze?
Powodów (zaznaczam, że są to moje własne – subiektywne – spostrzeżenia) nasuwają mi się dwa:
Prawdopodobnie (jeśli moje wnioski są słuszne) mamy tu do czynienia z nałożeniem się (między innymi) obu tych przyczyn.
Pocieszający jest jednak fakt, że rośnie nasza świadomość finansowa oraz ilość kapitału, który odkładamy (oszczędzamy). Świadczy o tym nie tylko wzrastająca ilość depozytów (pisałem np o depozytach w Banku Pocztowym) ale również ilość reklam produktów oszczędnościowych pojawiających się w mass mediach.
Tym, którzy jeszcze nie zaczęli oszczędzać lub mają (nawet niewielkie) długi przypominam, że posiadane (lub te, które jesteśmy winny) pieniądze cały czas pracują – albo na lokacie w banku dla nas, albo niespłacone przez nas – dla pożyczkodawcy. Chyba nie muszę wspominać po której stronie barykady lepiej stać.