Pytanie o czas inwestycji jest jednym z najczęściej pojawiających się pytań nie tylko wśród początkujących inwestorów. Jest to jeden z dylematów, który najprawdopodobniej nigdy nie zostanie w obiektywny sposób przeciągnięty na żadną ze stron. Od czego więc uzależniać długość inwestycji i kiedy które rozwiązanie będzie bardziej opłacalne?

Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta – to zależy. Tak naprawdę czynników wpływających na to czy bardziej korzystnie jest inwestować długo czy krótko terminowo jest tak dużo, że ciężko znaleźć uniwersalną zasadę, która będzie pasować do każdej sytuacji na rynku. Do tego dochodzą sprzeczne doświadczenia największych graczy zaczynając od firm trading’owych, które bardzo rzadko pozostają z „papierami” na noc, a kończąc na Warrenie Buffecie, który czas inwestycji liczy w latach.

Osobiście uważam jednak, że najlepiej dostosować się do aktualnej sytuacji na rynku – bycie elastycznym, szczególnie w czasach bessy jest najbardziej korzystne, ale przeanalizujmy po kolei cykle.

Nie ma się tu co zastanawiać co dla kogo oznacza inwestowanie długoterminowe. Dla jednych będzie to inwestycja „do emerytury”, która może przyjść równie dobrze za 10 lub 25 lat, dla innych będzie to 5 dla innych 15 lat. Podobnie z inwestycjami krótkoterminowymi – ich czysto subiektywny czas trwania to od kilku-kilkunastu minut do kilku tygodni czy miesięcy.

Ponieważ czysto subiektywnych zmiennych w tym rozważaniu jest zbyt dużo przeanalizujmy jakie inwestycje najbardziej opłacały się w ostatnich 30 latach na różnych światowych parkietach. Na pierwszy ogień pójdzie amerykański S&P 500. Po wykresie widać wyraźnie (szczególnie jak wybierze się opcje 50 letnią) że tak naprawdę inwestując pomiędzy 1950 a 2000 rokiem niekorzystnie było inwestować tylko w latach 70’tych i na początku lat 80’tych (dno 1982).

Jeśli ktoś zainwestował na NYSE na początku lat 70’tych to na plus wyszedł dopiero w drugiej połowie lat 80’tych. Z tej perspektywy inwestycja 10-15 letnie okazała się mało opłacalna. Podobną sytuację pokazuje wykres poniżej. Patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego jesteśmy na poziomie z drugiej połowy lat 90’tych.

Jeśli więc inwestowaliście w USA w tych czasach zakładając, że długoterminowo zawsze się opłaca i już więcej nie interesowaliście się własnymi inwestycjami dziś jesteście najprawdopodobniej na zero. Straciliście więc 10 lat, w czasie których inflacja zjadła część waszych oszczędności.

Mimo wszystko bylibyście w o wiele lepszej sytuacji niż inwestor Japoński. Przyglądając się 30 letniemu wykresowi indeksu Nikkei widać wyraźnie, że od roku 1990 pojęcie „długoterminowej inwestycji” która przynosi zysk najzwyczajniej tam nie istnieje. Praktycznie każda inwestycja w NIKKEI po roku 90′ dłuższa niż 5 lat przynosi do dzisiaj straty (chyba, że ktoś zapał się idealnie na hossę 2002-2007, ale to jedyny wyjątek w przypadku tak długiej inwestycji).

Ponieważ Japonia jest nam dość odległa przeanalizujmy jak wyglądały inwestycje długoterminowe na naszym rodzimym Wig’u 20 od początku jego istnienia. Okazuje się, że również u nas takie inwestycje nie zawsze są opłacalne. Na poniższym wykresie na zielono zaznaczone są okresy, w których inwestycja długoterminowa (z perspektywy dnia dzisiejszego) przyniosłaby zysk.

Okazuje się, że jeśli ktoś zainwestował po 2005 roku dziś jest w najlepszym wypadku na zero, a jeśli ktoś miał pecha kupując na szczytach hoss to nawet inwestycja z lat 1993-1994 mogłaby okazać się niezyskowna.

Z analizy powyższych wykresów jasno wynika, że bezmyślna wiara w powiedzenie „długoterminowo zawsze się opłaca” bardzo często zawodzi, a w najlepszym wypadku mocno ogranicza możliwości zarobku. Aż ciśnie się na język „całe szczęście nie inwestujesz w Japonii”.

Wracamy do odpowiedzi na pytanie jak inwestować – to zależy. Nawet jeśli nie mamy czasu przyglądać się kursom akcji dzień w dzień warto śledzić chociaż raz w tygodniu sytuację na giełdzie – w końcu nic na świecie nie ma za darmo. Wystarczy wówczas, że długość inwestycji uzależnimy od długości hossy i nasze wyniki będą korzystniejsze.

Proszę zwrócić uwagę, że nawet jeśli zaczniemy inwestować na giełdzie wówczas gdy pierwsza fala wzrostowa hossy będzie już za nami (25-30% od dołka) i uciekniemy z inwestycjami po pierwszej fali spadkowej kolejnej bessy (kolejne 20-25% od szczytów) czyli po silnych sygnałach kupna / sprzedaży – wówczas statystycznie zarobimy nawet 50-60% na każdej hossie i nie będziemy uczestniczyć w całych spadkach bessy. Długoterminowo na pewno wyjdziemy na tym lepiej.

Warto tu dodać, że nawet w czasach największych spadków zdarzają się kilku tygodniowe odbicia. Jeśli w miarę regularnie śledzimy notowania, możemy nawet kilka razy w czasie bessy załapać się na mini fale wzrostowe i zarobić, uciekając z inwestycji przy pierwszych sygnałach powrotu do spadków.

Dochodzimy tu do złotej zasady inwestora: ciąc straty szybko, pozwalać rosnąć zyskom. Niezależnie od tego jak będziemy inwestować powinniśmy dostosować czas inwestycji do tej zasady i ustalić jaki poziom strad dopuszczamy i pozwalać hossie robić swoje.