Sytuacja na rynkach finansowych podobnie jak majowa pogoda jest coraz bardziej niestabilna i nieprzewidywalna. Ryzyko poniesienia strat na akcjach czy instrumentach pochodnych jest o wiele większe niż jeszcze kilka miesięcy temu, a dodatkowe ryzyko walutowe może zniweczyć nawet najlepsze plany wakacyjne nawet tym, którzy zabezpieczyli środki finansowe na ten cel.

Pytanie – czy da się zabezpieczyć przed ryzykiem walutowym i ogólna sytuacją na rynkach i nie martwić się o przyszły urlop? Co zrobić, żeby kilka tygodni wypoczynku nie musiało oznaczać kilka następnych tygodni wyrzeczeń i oszczędności?

Przede wszystkim trzeba na wakacje odłożyć. Nie ma tu znaczenia, czy zarabiamy 100 zł czy 100 tys miesięcznie – nie zarobki są ważne, a poziom naszego życia i sposób w jaki spędzimy wakacje. Nawet jeśli jeszcze niczego nie odłożyliśmy warto zastanowić się, czy nie lepiej będzie odłożyć przez następne dwa miesiące po 400-500 zł miesięcznie, zamiast pożyczać 1000 zł (które w sumie będą nas pewnie kosztować około 1200 – 1400 zł).

O tym dla czego lepiej jest odkładać nawet niewielkie kwoty co miesiąc niż zapożyczać się kilka razy w roku (Wielkanoc, wakacje, Boże Narodzenie, sylwester, ferie zimowe?) pisałem już kilka razy. Różnica jest taka, że ktoś na odsetkach zarobi – albo my (mniejsze) od oszczędności np na wakacje, albo jakaś instytucja finansowa (większe odsetki) zgarnie prowizję za pożyczkę.

Jeśli mamy już fundusz wakacyjny pytanie na jakie powinniśmy sobie odpowiedzieć to gdzie wakacje spędzimy? Uściślając – jaka waluta obowiązuje w miejscu do którego się wybieramy. Co prawda na zakup taniego euro czy dolarów może być już za późno (chociaż tego co dalej będzie na rynku walut nikt nie wie) warto zastanowić się czy nie powinniśmy zacząć regularnego skupu lokalnej waluty (lokalnej dla miejsca naszego wakacyjnego pobytu).

Zakładając np, że nasz wyjazd będzie nas kosztować 2 tys euro, warto zacząć skupować mniejsze pakiety – np po 250-500 waluty. Dzięki temu uśrednimy kurs tej waluty i w razie jej dalszego umacniania się zabezpieczymy się przed nadmiernymi i niepotrzebnymi kosztami. Niestety działa to w dwie strony – w przypadku umocnienia się złotego możemy trochę stracić, ale zawsze zminimalizujemy ryzyko kursowe.

W tej chwili najlepiej wychodzą Ci, którzy zarabiają w walucie innej niż złoty – w ich przypadku najlepiej nie przewalutowywać kilku przyszłych pensji (przynajmniej nie w całości) i odkładać na zagraniczne wakacje w walucie, w której zarabiają (np euro czy dolar).

Nawet jeśli nie macie jeszcze funduszu wakacyjnego, a urlop chcecie spędzić w Polsce warto zacząć odkładać już dziś. Nawet „łupie” 6-8zł dziennie da nam za dwa miesiące prawie 500,00 zł które na pewno wystarczą chociażby na paliwo.