Finansowe problemy emigracyjno-demograficzne

W październiku 2013 roku GUS opublikował dane „Informacja o rozmiarach i kierunkach emigracji z Polski w latach 2004 – 2012”, a miesiąc później Instytut Sobieskiego (między innymi na podstawie danych GUS) przygotował analizę ekonomiczną pt „W latach 2014-2020 polscy emigranci zbudują gospodarki Wielkiej Brytanii i Niemiec”. Koszty gospodarcze są ogromne, ale to nie jedyny problem związany z emigracją, bezrobociem i niską dzietnością młodego pokolenia Polaków.

Krajami docelowymi naszej emigracji są prawie zawsze kraje europejskie (85,26% w tym 80,75% to kraje UE). Zdaniem Janusza Kobeszko z Instytutu Sobieskiego w ciągu najbliższych sześciu lat największymi beneficjentami naszej emigracji będą gospodarki Wielkiej Brytanii (63,7 mld €) i Niemcy (50,0 mld €). W sumie patrząc na wszystkie kraje ma to być kwota rzędu 170mld € wypracowana przez naszych rodaków na rzecz innych gospodarek.  W II kwartale 2013 aktywnych zawodowo Polaków było 17 342 tys (GUS 2013) z czego pracowało „zaledwie” 15 530 tys – pozostali to bezrobotni. Praktycznie tyle samo co bezrobotnych mamy emigrantów i tylko siedem i pół raza więcej pracujących.

Nasze PKB stanowi  65% średniej unijnej (co i tak jest gigantycznym sukcesem w 38mln kraju przy tylko 15mln pracujących), a mogłoby spokojnie sięgnąć 70-75% gdyby udało nam się zatrzymać emigrantów (i znaleźć im zajęcie). Oczywiście nie możemy w prosty sposób przełożyć PKB wypracowywanego przez emigrantów na nasze PKB (w końcu uciekli bo tu nie mieli jak go wypracowywać), ale pokazuje to jaki rząd wielkości stanowi nasza siła robocza poza granicami kraju.

Problemem nie jest jednak tylko to.

Spora część tych, którzy wyjechali skończyło edukację w naszym kraju. Za ich wykształcenie zapłaciliśmy wszyscy – w podatkach  – uroki „darmowej” edukacji. Korzystać (jeśli jest z czego) będzie zagranica. Zresztą nie tylko za ich wykształcenie – ponosimy społeczne koszty mało efektywnego systemu edukacyjnego i wykształcenia większości osób w tym kraju. Co z tego mamy? Masę ludzi, którzy zamiast przez 5 lat pracować i zdobywać doświadczenie na rynku pracy, obija się, „imprezuje” i żyje na koszt rodziców kończąc nic nie dające kierunki po czym idzie pracować gdziekolwiek – najczęściej zupełnie niezgodnie ze swoim wykształceniem.

Efekt tego jest taki, że społeczeństwo utrzymuje nieefektywny i zbyt rozbudowany system szkolnictwa wyższego. Młodzi wchodzą na rynek pracy o 5 lat za późno (zamiast w wieku ~20 lat to w wieku ~25 lub później) i jeszcze przez czas studiów są utrzymywani przez rodziców, którzy zamiast inwestować w siebie wyrzucają pieniądze w błoto (w większości wypadków).

Winni takiego stanu rzeczy są wszyscy – od polityków, którzy nie potrafią zreformować systemu edukacyjnego, przez kadrę dydaktyczną i uczelnie nie umiejące kształcić zgodnie z oczekiwaniami rynku, studentów, którzy nie umieją wybrać przyszłościowego kierunku –  po samych rodziców obecnych 28-35 latków, którzy wmawiali nam głupoty typu „papier się liczy, musisz skończyć studia”.

Gdyby chociaż połowa z nas wchodziła na rynek pracy w wieku 20, a nie 25 lat (i doszkalała się wieczorowo w już konkretnym kierunku) to spokojnie moglibyśmy pozostawić wiek przejścia na emeryturę na niezmienionym poziomie osiągając dokładnie taki sam efekt jak teraz (dłuższy średni czas opłacania składek emerytalnych).

Do tego wszystkiego dochodzi kryzys gospodarczy, który powoduje że młodzi coraz rzadziej decydują się na potomstwo – co akurat jest zrozumiałe – jeśli jedna trzecia (36% według CBOS, 2013) 25-30 latków nadal mieszka z rodzicami to jak sami mają utrzymać rodziny? I mimo, że teoretycznie rozmnażać powinien się teraz wyż demograficzny lat 80-85 to „dzietność” nam spada.

Problem dzietności dotknie nas dopiero za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat. Większy problem już teraz zaczyna się wyłaniać. Brak pracy i przychodów to jedno – można mieszkać u rodziny, na koszt rodziców etc. Groźniejszy jest jednak brak doświadczenia. Młodzi, którzy na rynku pracy są od kilku lat i ciągle nie pracują, albo pracują dorywczo, w różnych branżach etc nie rozwijają się. Nie tworzą „know how”, nie budują siatki znajomości wśród własnych rówieśników (która przekłada się na wartość na rynku pracy kiedy znajomi z młodości zaczynają awansować etc). To wszystko przekłada się na ich późniejsze sukcesy (lub ich brak) zawodowe i pośrednio na całą gospodarkę.

Z wykształceniem „od czapy” i brakiem perspektyw zawodowych rośnie nam pokolenie, które woli mało osiągnąć za granicą pracując dorywczo, ale ciesząc się życiem niż pozostać w kraju i wegetować. A z każdym pojedynczym emigrantem tracimy wszyscy.

Bibliografia:
AKTYWNOŚĆ EKONOMICZNA LUDNOŚCI POLSKI II KWARTAŁ 2013 (GUS)
Analiza Instytutu Sobieskiego)

By | 2015-02-16T22:50:09+00:00 Styczeń 18th, 2014|Ekonomia, Główna, Gospodarka|4 komentarze

About the Author:

Paweł Choiński - autor bloga Podstawy-Inwestowania.pl.

4 komentarze

  1. Magdalaena 06:15 Styczeń 19, 2014 at 06:15

    Przecież problem ze studiami to nie kwestia rodziców, (którzy mieli nieaktualne dane),vale wyższych uczelni, które w tym pokoleniu radykalnie obniżyły poziom.

  2. Paweł Choiński 19:43 Styczeń 19, 2014 at 19:43

    Zgadzam się, że to nie tylko kwestia rodziców (chociaż zupełnie subiektywnie połowa moich znajomych jako jeden z powodów pójścia na studia podawała właśnie ‚wolę rodziców’) i nie zgadzam się, że to tylko kwestia poziomu. Co po poziomie skoro potem w zawodzie pracuje 35-40% osób?

  3. Karola 14:16 Styczeń 27, 2014 at 14:16

    Ciekawa jestem ile osób w sumie przebywa obecnie poza granicami Polski, a jest jej obywatelami. UK, Niemcy, Holandia, Belgia, Skandynawia, USA…

  4. Karola 14:17 Styczeń 27, 2014 at 14:17

    I tam też pracuję, zapomniałam dodać.

Leave A Comment