Emeryci, Studenci i aktywacja zawodowa

Kilka lat temu miałem okazję spędzić trochę czasu w okolicach Spijkenisse pod Rotterdamem. Poznałem wówczas sporo osób, które właśnie wchodziły na rynek pracy. Większość z nich była moimi rówieśnikami, a mimo to mieli mniej więcej tyle lat doświadczenia zawodowego co moi koledzy ze studiów do upragnionego magistra. Co więcej – większość z nich kończyła właśnie coś co było odpowiednikiem naszego licencjatu i prawie wszyscy chcieli na tym skończyć klasyczną edukacje.

Kiedy my zaczynaliśmy rozglądać się za praktykami i odliczaliśmy semestry do ukończenia studiów oni już od dawna pracowali! Tam było standardem, że po skończeniu liceum szło się albo na roczny urlop (wówczas większość robiła sobie długie i dalekie wycieczki) albo zaczynało szukać pracy. I jak się ktoś zaczepił i mu się spodobało to dopiero zaczynał myśleć o zaocznych studiach na kierunku związanym tematycznie z tym, co mu przypadło do gustu.

Studentów w Polsce jest prawie cztery razy mniej niż emerytów (1,3mln vs 5mln). Czasu na studiach spędzamy też mniej niż na emeryturze jednak odnoszę wrażenie – być może jest to czysto subiektywne złudzenie – że w dyskusji o przyszłych emeryturach zupełnie lekceważymy drugą stronę medalu – czyli młodych. Dokładniej to kiedy i z czym wchodzą na rynek pracy.

Z Bilansu Kapitału Ludzkiego wynika, że wśród 22 latków nadal uczy się (klasycznie) 51% kobiet i 32% mężczyzn, a w pełnym wymiarze godzin pracuje jedynie 19% kobiet i 41% mężczyzn. Ogólnie dla całego społeczeństwa wskaźniki te (praca w pełnym wymiarze godzin) to 50% i 59%. Czy potrzebujemy aż tylu studentów? Teoretycznie powinien to weryfikować rynek, ale skoro mamy takie uwarunkowania kulturowe, że nawet do prostych czynności wymaga się dowolnego, ale wyższego wykształcenia…

…to – jak wynika z ankiety, która w 2012 roku przeprowadził serwis rynekpracy.pl (Sedlak & Sedlak) – prawie połowa absolwentów nie pracuje w zawodzie. Prawie 35% osób na pytania „Czy Pana obecna praca jest zgodna z Pana kierunkiem wykształcenia?” odpowiedziało „nie” lub „zdecydowanie nie„, a kolejne 12% „ani tak, ani nie„. Co więcej, 40% ankietowanych stwierdziło, że gdyby mieli możliwość rozpoczęcia od nowa studiów to wybrałoby inny kierunek!

Obrońcy wyższego wykształcenia zapewne powiedzą, „że studia kształtują charakter„. Ale czy na pewno? Wróćmy do Bilansu Kapitału Ludzkiego do części Aktywność zawodowa i wykształcenie Polaków. Co powoduje największe problemy w znalezieniu pracy (czyli czego – co oczekiwane przez przyszłych pracodawców – nie mają kandydaci)?

Wśród czynników i sytuacji utrudniających podjęcie pracy najczęściej wskazywane były czynniki „zewnętrzne” – brak kontaktów i znajomości (60%), niedostateczne doświadczenie (34%) (….) brak certyfi – katów i uprawnień (32%), poziom wykształcenia (29%).

Tylko w 1/3 przypadków wykształcenie jest problemem. Co więcej – jeden z wniosków w raporcie mówi wyraźnie do czego prawie połowa absolwentów tak naprawdę potrzebuje wyższego wykształcenia:

Wyraźnie najsilniej wykształcenie wpływa na umiejętność obsługi komputera oraz kompetencje kognitywne i biurowe, a dalej kierownicze i matematyczne.

I teraz zastanówmy się czy naprawdę powyższe umiejętności wymagają przewalenia aż 5 lat studiów? Nie da się tego nauczyć gdzie indziej? Czy przypadkiem pierwsza praca i doświadczenie zawodowe nie dają dokładnie takich samych efektów – tylko szybciej i jeszcze przy okazji wpływają pozytywnie na PKB?

Zdaje sobie sprawę z tego, że istnieje masa zawodów, które wyższego wykształcenia wymaga. Lekarze, Inżynierowe, Prawnicy etc etc. Ale z doświadczenia (subiektywnego) pracy w warszawskich korporacjach widzę, że praktycznie nikt nie pracuje tam w zawodzie. Co więcej – wymagania dla większość nowoczesnych stanowisk nie pokrywają się z praktycznie żadnym kierunkiem studiów – a już na pewno ich zdobycie nie wymaga 5 lat!

Co więcej – coraz popularniejsze są wszelkiej maści szkolenia, warsztaty, konferencje i wszelkie inne formy zdobywania wiedzy i kontaktów. Jest to w takim samym stopniu spowodowane coraz szybszymi zmianami na rynku jak i brakami w wiedzy, które wynikają z faktu, że większość uczelni nie nadąża za rynkiem z programem nauczania.

Zapomnijmy na chwilę o umowie społecznej – moim zdaniem dla obecnych 25-30 latków i tak nie ma jakiejkolwiek nadziei na przyzwoite emerytury. Prawie 650tys osób – połowa (tyle deklaruje, że nie pracuje w zawodzie) z obecnych 1,3mln studentów mogła by wejść na rynek 5 lat wcześniej! W skali kraju nie ma to jakiegoś gigantycznego znaczenia. Mamy 17,5mln osób aktywnych zawodowo (aktywni zawodowo to suma pracujących i bezrobotnych), a potencjalnych niepotrzebnych studentów około 0,6mln.

Gdyby jednak liczyć staż pracy, a nie wiek pracowników – nasze niewykształcone 0,6mln osób mogłoby odejść na emeryturę w wieku nie 62, a 67 lat. Czysto teoretycznie – bo znów można się przyczepić, że jednak wykształceni zarabiają więcej, że innowacyjność, że nowoczesność etc.

Nawet jeśli innowacyjność i nowoczesność mają cokolwiek wspólnego ze studiami (a szczerze wątpię) to i tak zmniejszenie ilości studentów o połowę powinno dać dość spore oszczędności. A te można by z kolei ulokować w inicjatywach naukowych (projekty, stypendia etc), które naprawdę mogą wpłynąć na efektywność naszej gospodarki.

Tak czy inaczej to chyba niewielki problem w porównaniu do ponad 13mln osób nieaktywnych zawodowo – czyli nie pracujących i nie szukających pracy osób w wieku produkcyjnym. Gdyby teraz to wszystko zsumować – nieaktywnych zawodowo, bezrobotnych, studentów, większość urzędników etc i porównać z tymi co pracują to wyjdzie nam pewnie, że każdy pracujący musi utrzymać siebie i co najmniej dwie inne osoby. I chyba to jest największy problem naszego rynku pracy.

By | 2015-05-14T22:57:28+00:00 Maj 14th, 2015|Ekonomia, Emerytura, Główna, Gospodarka, Polityka|0 Comments

About the Author:

Paweł Choiński - autor bloga Podstawy-Inwestowania.pl.

Leave A Comment