Nowy kandydat na prezesa Orlenu tylko w dniu noninacji miał kosztować firmę ponad miliard złotych. Facebook miał fatalne IPO (wejście na giełdę). W miniony piątek inwestor X stracił w ciągu jednego dnia Y milionów dolarów, a wartość firmy Z spadła o jeszcze więcej. Tego typu wiadomości zasypują mainstream za każdym razem kiedy któryś z dziennikarzy na podstawie prostej (i najczęściej bardzo błędnej) matematyki przemnoży dwie cyferki i wyjdzie mu duża suma pieniędzy.

Przykład Facebooka był pierwszym, którzy przyszedł mi do głowy po tym jak w NaTemat przeczytałem o stratach jakie wygenerowało podanie do informacji publicznej, że prawdopodobnym kandydatem na prezesa Orlenu będzie Wojciech Jasiński z PIS. Tomasz Mogla, autor artykułu, pisze:

Wystarczyła nieoficjalna informacja TVN24.pl, że to Jasiński zastąpi w fotelu prezesa Orlenu Jacka Krawca, a akcje spółki poleciały 4 proc. w dół. Dla spółki wycenianej na 27 mld złotych równa się to utracie wartości o miliard.

Problem w tym, że to nie spółka traci – jak sugeruje tytuł artykułu – tylko akcjonariusze, a tych jest całkiem sporo. Najwięcej akcji niestety należy do nas samych, a właściwie do tych którzy pozostali w OFE – prawie 35%. 27,5% należy do Skarbu Państwa, a 2,29% do TFI. Pozostałe 35% hula sobie po GPW od portfela do portfela. Jaki wpływ miał spadek cen akcji na działalność Orlenu? Absolutnie żaden

(*)

Podobna sytuacja miała miejsce między innymi trzy lata temu kiedy swój debiut na giełdzie miał Facebook i powtarza się to za każdym razem kiedy kilka dni po pierwszych notowaniach akcje spadają zamiast zyskiwać. Mówi się wówczas o porażce, o zawiedzionych nadziejach i przede wszystkim o stratach firmy, która weszła na giełdzie – kiedy w rzeczywistości jest dokładnie na odwrót!

Po IPO Facebooka (3 największe IPO w historii amerykańskiej giełdy) wielu ekspertów – niestety nie od finansów, a od mediów społecznościowych – pisało o tym, że jednak wartość Facebooka jest przeszacowana, a sama firma to wydmuszka. Po trzech latach widać, że mylili się w absolutnie wszystkim.

Po pierwsze debiut Facebooka był bardzo udany! Bo to Facebook miał przez IPO pozyskać pieniądze z rynku, a nie odwrotnie! I to się udało nadzwyczaj dobrze – PR i Marketing pozwolił sprzedać firmę drożej niż wyceniał ją rynek przez kolejne pół roku po IPO kiedy to akcje spadły o około 50%! Gdyby sprzedali je po kursie z sierpnia 2012 to zyskali by mniej, a tak firma zarobiła więcej.

Skąd więc taki zalew informacji, że IPO się nie udało? Bo cała masa drobnych i średnich inwestorów nie znalazła frajerów na skup przewartościowanych akcji, a dziennikarze którzy na giełdzie się nie znają zobaczyli że cena akcji spada więc musi być źle… nie sprawdzili tylko dla kogo. Zresztą spece od SocialMedia też się mocno pomylili bo 3 lata po IPO Facebooka jego akcje warte są 177% więcej niż w chwili debiutu i prawie 600% więcej niż pół roku od wejścia na giełdę.

Podobnych błędów jest w mediach głównego nurtu cała masa. Podaje się ile to giełda nie straciła po objęciu władzy przez nowe rządu (lub odwrotnie) podczas gdy efekty niektórych działań widać dopiero po jakimś czasie (chociaż faktycznie niedawne spadki cen KGHM i PZU były reakcjami natychmiastowymi). Podaje się ile konkretne decyzje będą kosztować w oparciu o ceny akcji danych spółek, a nie na podstawie ich bilansu przychodów i rozchodów.

Podaje się wielkości majątku niektórych miliarderów w oparciu o kursy posiadanych przez nich akcji – nie uwzględniając zupełnie braku możliwości spieniężenia tych aktywów bez spadku ich wartości. Podobnie podaje się ile to nie stracili w ciągu jednego dnia kiedy akcje pikują w dół. Ciekawe, że nie podaje się ile zarobili kiedy sytuacja jest odwrotna.

Całe szczęście nawet Urząd Skarbowy lepiej pojmuje zysk i stratę na rynku finansowym niż niektórzy dziennikarze.

* – Rozumiem oczywiście intencje i granie na emocjach chwytliwym tytułem, ale jednak jest to błąd merytoryczny. Podobny do opisywanej przez autora nikomu nie znanej strategii frajera (sam Google widzi tylko 26 wyników z tą frazą), która rzekomo ma funkcjonować jako nazwa własna w slangu inwestorów. Przez ostatnie 15 lat mojej przygoty z Giełdą nigdy o takiej strategii nie słyszałem natomiast bardzo często dochodziły do mnie informacje o niektórych analitykach będących antywskaźnikami.