Od wielu lat na całym świecie środowiska liberalne (ale nie tylko) ogłaszają tzw Dzien Wolności Podatkowej – czyli dzień, który oznacza dla nas symboliczny koniec pracy “na wydatki budżetowe” i początek pracy na własny rachunek.
Znaczenie tego dnia jest ogromne – w tym roku wypada on w 173 dniu, co na 365 dni w roku oznacza, że 47,5% czasu pracujemy na wydatki budżetu państwa. Dzień ten, oprócz uzmysłownienia nam (dzięki przeniesieniu “procentów” na bardziej docierającą do nas skalę) o wielkości podatków dajne nam również wgląd w to, na co tak naprawde wydawane są nasze pieniądze.
Jak policzył Robert Gwiazdowski na swoim blogu, rocznie przepracowujemy:
Niestety swoim wynikiem nie plasujemy się ani wśród najmniej obciążonych fiskalnie narodów, ani wśród tych najbardziej opodatkowanych. To niestety zaburza obraz “lepszego zachodu” – bardzo często jest tam równie ciężko co u nas, ale trwawa zawsze będzie tam bardziej zielona.
Obchodząc dzień wolności podatowej 23 czerwca wróciliśy do poziomu z lat 2002-2006 co niestety jest gorszym wynikiem niż w latach 2007-2009. Całość prezentuje się następująco:
Niestety wiele osób zauważa, że prawdziwy dzień wolności podatkowej jeszcze przed nami. Jest to spowodowane między innymi nie wliczaniem do wydatków budżetowych wykupu obligacji (ale pieniądze skądś na to muszą być), inflacja etc. Do tego dochodzą często niepotrzebne dodatkowe etaty w prywatnych firmach, które są kosztem (więc de facto na nie płacimy, nie są podatkami ale są niepotrzebnym kosztem tworzonym przez prawo) a które wymagane są na mocy ustawy tj niektóre stanowiska księgowe, prawników, bhpowców etc.
Tak czy inaczej największym problemem są wydatki związane z aktualnymi emeryturami – a chyba nikt nie ma wątpliwości, że będą one w najbliższych latach rosły. O konieczności przeprowadzenia reform tego “sektora gospodarki” pisać nie będę…
Jedyne co pozostaje, to życzyć nam wszystkim dnia wolności podatkowej w roku 2011 przynajmniej o kilka dni wcześniej. W końcu pewna jest tylko śmierć i podatki, z tą różnicą że śmierć nie przychodzi do nas każdego roku.
budżet pisze się przez samo “ż”
budżet – nie budrzet
Już poprawione. Niestety tak się kończy bezmyślne kopiowanie cytatów
przepraszam za błąd.
Nie ma problemu
Po to są edytory tekstowe i poprawiarki błędów wszelkiej maści żeby byków nie robić. Nie żeby było że się czepiam, ale w tym miejscu: “365 dni w roku oznacza, że 47,5% czasu pracujemy na wydatki budrzetu państwa” też popraw.
A tak ogólnie to bardzo fajny blog, wiele przydatnych informacji i aktualności inwestycyjnych. Pozdrawiam i oby tak dalej