Po 20 latach życia w gospodarce wolnorynkowej w umysłach wielu Polaków Bank nadal jawi się jako instytucja stojąca ponad nami, która ustala reguły, określa warunki współpracy i stawia nam wymagania. Niestety nie to jest najgorsze w tym wszystkim.
Największym bankiem detalicznym nadal pozostaje PKO BP, bank o którym pisałem w ramach Podstaw Inwestowania wielokrotnie i który jeśli chodzi o ofertę i obsługę klienta jest nadal w szarym końcu jeśli chodzi o atrakcyjność.
Jako naród, z przyczyn wiadomych, jesteśmy bardzo nieufni – szczególnie w stosunku do tych, którym się udało. Ci którzy mają więcej od nas budzą nasze podejrzenia, a ten kto oferuje obopólny zarobek (patrz doradcy finansowi) traktowany jest prawie jak złodziej. Wszystko to powoduje, że najchętniej wybieramy wielki, nieefektywny i państwowy moloch jako miejsce przechowywania naszych pieniędzy zamiast dobrać ofertę innych banków do swoich potrzeb.
O tym, że bank może być inny przypomniał nam między innymi Alior Bank, który z bardzo skuteczną reklamą wszedł na nasz rynek mniej więcej półtora roku temu przejmując dość sporą (jak na nową instytucje finansową) rzeszę klientów bankowych.
Alior w swoich reklamach oferował darmowe prawie wszystko – wypłaty z bankomatów, brak opłat za prowadzenie konta itp, a jako bonus oferował wysoko oprocentowaną lokatą over night (jedną z pierwszych w Polsce). Niestety cały urok Aliora prysnął mniej więcej trzy miesiące temu, kiedy okazało się, że konto nie będzie już “całe darmowe” (dziś bank ociepla swój wizerunek oferując między innymi pomoc specjalistów z różnych dziedzin jako usługę dodatkową).
Przed Aliorem o rynek skutecznie zawalczył mBank, który wypłynął na swojej darmowej i w pełni internetowej usłudze, ale potem zupełnie zignorował rynek depozytów (praktycznie nie brał udziału w wojnie depozytowej sprzed roku) przez co stracił część klientów próbujących odkładać chociaż drobne kwoty.
Sytuację tą wykorzystał Eurobank, który jako jeden z pierwszych umożliwił nam oszczędzanie i zarabianie na wysoko oprocentowanym koncie oszczędnościowym z jednoczesnym ominięciem podatku Belki. Dostaliśmy nieograniczoną ilość darmowych kont oszczędnościowych z oprocentowaniem aż 6,06%.
Niestety do dzisiaj albo żadna z tych ofert nie dotrwała ulegając zmianie (zmniejszenie oprocentowania / zwiększenie prowizji etc), albo nie stanowi już “nowości” i w żaden sposób nie jest wyjątkowa (np konto internetowe mbanku). Co więcej, w wielu podobnych sytuacjach okazuje się, że np nie możemy po prostu przestać korzystać z oferty tych banków gdyż wiele “kruczków” które do tej pory nam nie przeszkadzały (np jeśli traktowaliśmy konto w Eurobanku jako “główne” wówczas nie ponosiliśmy opłat za jego prowadzenie) przy próbie zmiany banku okazują się dość uciążliwe.
Często jedynym rozwiązaniem jest zerwanie umowy, zmiana numerów kont w pracy, w urzędzie skarbowym etc etc i przesiadka na zupełnie nowe konto w banku, który aktualnie ma najlepszą ofertę.
Pytanie tylko – czy warto?
Trzeba pamiętać, że oferty banków zmieniają się tak samo często jak zmienia się sytuacja w gospodarce, a coraz większa ilość instytucji finansowych na rynku (w marcu wystartował nowy FM Bank) tylko wszystko przyśpiesza – co oczywiście jest na plus dla klientów, ale wymaga coraz większej orientacji na rynku finansowym.
Zmieniając bank warto się zastanowić – czy warto? Czy powód dla którego zmieniamy bank nie jest przypadkiem zbyt błahy?
Można zmienić konto tylko dla tego, że konkurencja oferuje konto oszczędnościowe o wysokim oprocentowaniu, ale przykład Eurobanku pokazuje, że takie oferty często są jedynie czasowe. Podobnie z nowościami – jeśli któraś z instytucji zaoferuje nowy produkt finansowy (np karty zbliżeniowe jak BZ WBK) jeśli jest on faktycznie przydatny i korzystny dla klientów możemy być pewni, że wcześniej czy później również i nasz bank wprowadzi ten produkt do swojej oferty.
Niestety nie oznacza to, że każdy bank jest tak samo dobry. Zdarzają się banki, które od czasu do czasu przebiją się z dobrą ofertą (jak np depozyty w Meritum Banku, które już drugi raz w ciągu ostatniego roku znajdują się w czołówce) ale bardzo szybko z czołówki wypadają. Są takie, które bez większych wzlotów i upadków trwają na wysokich pozycjach (ING, mBank, BZ WBK) ale są też takie, które od dawien dawna oferują poziom żenująco niski (PKO BP, PKO SA).
Jak zwykle w takiej sytuacji do głosu dochodzi rozsądek – jeśli znamy chociaż pobierz nie ofertę banków, jeśli rozumiemy co możemy na tym zyskać i jaki interes ma w tym bank – na pewno znajdziemy coś co będzie nam odpowiadać i nie będzie tylko chwilowym zjawiskiem, ale przyczyni się do mniejszych kosztów lub większych zysków w dłuższej perspektywie.
W eurobanku od zawsze mozna bylo zalozyc maksymalnie 15 kont oszczednosciwoych.
@ Markus
Na początku można było założyć tylko 5 rachunków oszczędnościowych. Dopiero po dłuższym czasie zwiększyli maksimum do 15.
Świetny artykuł! Ktoś w końcu napisał prawdę o bezsensie skakania z konta na konto po to tylko, by przez bliżej nieokreślony okres (czytaj: dopóki bank nie nałapie klientów i nie zmieni zasad) zarobić kilka złotych. Takie działania bardzo często okazują się kontrproduktywne: zyski są mniejsze niż się to się wydaje (wlicza ktoś koszt przelewania pieniędzy między bankami?), my zostajemy z dodatkowym kontem, o którym trzeba pamiętać i nim “mikrozarządzać”, a do tego zajmują czas – w ciągu którego jesteśmy w stanie często ZAROBIĆ równowartość potencjalnych rocznych zysków z takiej operacji.
Osobiście uważam, że szkoda zachodu – chyba, że nasz aktualny bank bardzo odstaje od średniego poziomu ofert, które znajdują się na tym rynku.
Markus masz rację – trochę się rozpędziłem z tym Eurobankiem, chociaż patrząc na ilość kont (15 sztuk) razy kwota nieopodatkowana (zdaje się że okolice 15 tyś wychodziły) to i tak daje 225 tys bez opodatkowania więc prawie 5x więcej niż średnia depozytów w PKO BP
Paweł: dzięki
czasami warto walczyć o “drobiazgi” jak np przy lokacie Optymalnej (APP o tym pisał) ale to nie wymaga od nas podpisywania długotrwałych umów i nie wiąże się z dodatkowymi kosztami – jedyny koszt to nasz czas.
Warto zmieniać bank.
Jak my (klienci) nauczymy bankowców, że pogarszając nam warunki (np. obniżając drastycznie oprocentowanie depozytów) tracą pieniądze (bo my zmieniamy bank), to nie będą robić takich brzydkich numerów.
Lenistwo jest wrogiem wolnego rynku.
Witam !!!!
Kolega mógłby również napisać o tzw.opłacie pożegnalnej przy składaniu dyspozycji o zamknięciu konta.Czytałem o tym ostatnio na Onecie.Dla zainteresowanych wklejam linka:
http://wiadomosci.onet.pl/2143241,10,item.html
@markus
Na początku EB pozwalał założyc nie 15, tylko 5 kont oszcz.
@Ormowiec
ok dzięki za zwrócenie uwagi
Uważam że warto zmieniać bank, kiedy nasz staje się nie konkurencyjny w ogóle oferty, a niekoniecznie kiedy pogarsza się jeden czynnik. Zresztą zmienienie banku to nie jest taka trudna sprawa (na ogół), ale nie należy się raczej spodziewać że będzie można przenieść numer rachunku do innego banku jak jest obecnie z numerem telefonu.
Krzysztof zwrócił uwagę na dość ciekawą rzecz – istotę wolnego rynku, która zakłada, że konkurencja działa na rzecz klienta, więc możliwości łatwej i szybkiej zmiany banku są na naszą korzyść.
Markus: numery kont bankowych są standaryzowane i któraś z liczb mówi dokładnie w jakim banku i w której placówce “trzymany” jest twój rachunek więc przenoszenie numerów kont pewnie jeszcze długo (jeśli kiedykolwiek) będzie możliwe.