Miniony tydzień po raz kolejny upłynął pod znakiem przyszłych emerytur. Po raz kolejny nasz rząd wprowadza poprawki do czegoś co szumnie kiedyś nazwano reformą emerytalną. Tym razem zaplanowano zmniejszenie kwoty, która trafia w ręce maklerów z OFE z 7,2% do 3%. Rząd zapewnia, że pieniądze w rękach ZUS będą lepiej pomnażane niż w rękach zarządzających OFE, tylko czy aby na pewno?
Jednym z głównych założeń reformy było stworzenie systemu, w którym każdy otrzymuje indywidualne konto na które spływają jego składki. Z owych składek, kiedy przekroczymy stosowny wiek (którego nie podaje, bo zapewne zmieni się to jeszcze kilkukrotnie) zostanie nam obliczona emerytura tj suma zgromadzonych pieniędzy zostanie podzielona przez średni czas życia na emeryturze, a wynik da nam kwotę emerytury.
Ponieważ odłożone pieniądze zjadałaby inflacja, rząd postanowił zainwestować je w najbezpieczniejszy dostępny instrument – obligacje skarbu państwa. Mówiąc prościej – zabiera regularnie nasze składki i wydaje na bieżące potrzeby, a w zamian daje obietnice (obligacje) że odda kilka procent więcej. To owe kilka procent więcej będzie oczywiście wypłacone z budżetu czyli z naszych pieniędzy.
Tym samym dzięki wspaniałomyślności ustawodawcy pożyczyliśmy sami sobie pieniądze, żeby je później od siebie wykupić. Oczywiście jeśli będzie komu je odkupić bo ilość emerytów rośnie, liczba pracujących będzie systematycznie spadać (licząc w skali następnych 20′tu lat) a co za tym idzie zmniejszą się wpływy ZUS’u.
Żeby rozwiązać ten problem postanowiono dorzucić do inwestycji Otwarte Fundusze Emerytalne – czyli opłacanych (oczywiście przez nas) maklerów, którzy dzięki lokowaniu części (7,2%) naszych składek wypracują dla nas większy zysk – emerytura pod palmami murowana.
Pojawił się jednak problem. Zarządzający naszymi składkami oprócz regularnego pobierania 7% prowizji wykazali się ogromnym brakiem odporności na kryzys – w zeszłym roku wyniki większości (jeśli nie wszystkich OFE) były ujemne. W związku z tym problemem (emerytury zamiast rosnąć – skurczyły się) postanowiono pójść dalej – skoro OFE przynoszą straty, ograniczmy im pieniądze.
Proste myślenie chłopów z wiejskiej kazało im wydedukować, że mniejsze składki na OFE = mniejsze straty. Postąpili więc jak większość początkujących na giełdzie – nakupowali akcji na górce (2006-2007 rok) – stracili, więc sprzedali w dołku i teraz ograniczą składkę – czyli jeśli nadejdzie hossa zarobimy mniej… znam kilku licealistów, którzy mają większe pojęcie o inwestowaniu na giełdzie od naszych rządzących.
Spójrzmy teraz na obrazek ilustrujący ten wpis. Jedna z siedzib ZUS’u. Zapewne po pełnej cyfryzacji (w końcu ZUS rozpisał w tym roku między innymi przetarg na dyskietki 3,5″ – ktoś jeszcze je pamięta?) i systemom informatycznym wdrożonym po zawyżonych stawkach.
Proszę teraz pomyśleć. Pomijając nawet 7% prowizje jaką pobiera OFE – naprawdę wierzycie w to, że nasze pieniądze w ZUS’ie będą bezpieczniejsze? Czy trafią jak pozostała część składek do kasy państwowej i wyparują…?
Morał na koniec jak zwykle ten sam. Podstawą jest regularne oszczędzanie. Najlepiej na własną emeryturę, bo na państwowe składki raczej nie ma co liczyć.