Na początek jedna kwestia – Strona Podstawy Inwestowania jest neutralna politycznie, nie opowiada się za żadnym ugrupowaniem politycznym etc, ale w związku z tym, że polityka – szczególnie teraz przed wyborami – wchodzi z butami również w inwestycje obojętnym obok przejść nie mogę. Chodzi oczywiście – głównie – o podatek Belki, który nam najbardziej doskwiera, a który znowu staje się “orężem” w walce o głosy.
Okazuje się, że tuż przed wyborami każdy ma pomysł na “Belkę”. Zresztą podobnie jak kilka wcześniejszych razy – po tym jak ten ‘tymczasowy’ podatek został wprowadzony. Niestety nad podatkiem wisi ostatnio jakieś fatum, które przerzuca obietnice przedwyborcze na drugą stronę ‘kontinuum’. (more…)
Jednym z podstawowych czynników decydujących o atrakcyjności inwestycyjnej danej gospodarki są przepisy podatkowe, a dokładniej ich stabilność, przejrzystość i brak możliwości różnych interpretacji czyli jednoznaczność (jest to nawet ważniejsze od wysokości samych podatków). Niestety w naszym pięknym kraju atrakcyjnie być nie może.
Na szczęście zmiana ordynacji podatkowej to nie kwestia dwóch miesięcy jak myślał minister Rostowski dzięki czemu podatek Belki w niezmienionej formie (możliwy do ominięcia) pozostanie z nami przynajmniej do 1 stycznia 2012 roku (a nie od 1 lipca jak pierwotnie planowano).
Główny Urząd Statystyczny podał wczoraj, że inflacja w styczniu (w porównaniu ze styczniem 2010 roku) wzrosła aż o 3,8%, a w porównaniu z grudniem 2010 roku aż o 1,2%. Z jednej strony wzrost cen (czy jak kto woli spadek wartości pieniądza) jest bardzo duży – największy od kilku lat – z drugiej, średnia wysokość wynagrodzenia liczona w tym samym czasie wzrosła aż o 5,0%.
Nie chcę się tu wdawać w dyskusję pt “kto dostał moje 5%” i nt sposobu liczenia inflacji (wybrany koszyk produktów, który nie do końca odzwierciedla nasz comiesięczny koszyk faktycznych zakupów – co i jak zdrożało można dokładniej sprawdzić w dzisiejszym artykule Gazety Prawnej). Warto jednak odnieść te wskaźniki do najprostszych depozytów, których rentowność w tym roku będzie dość… ciekawa.
Każdej podwyżce podatków, niezależnie od grupy rządzącej która ją wprowadza, towarzyszy zapewnienie (najczęściej z ust samego premiera), że podwyżka ta nie dotknie najbiedniejszych. Podobnej sytuacji doświadczyliśmy niedawno kiedy obecny rząd zapowiedział podwyżkę podatku VAT, zniesienie części ulg i wprowadzenie innych ograniczeń.d
Żyjemy w kraju, w którym sukces finansowy kojarzony jest z przekrętami i nieuczciwością w związku z czym hasła “opodatkujmy najbogatszych” marketing polityczny sprzedaje z ogromną skutecznością. Niestety – jak to zwykle bywa – rzeczywistość jest z goła inna.
Minister Rostowski, nazywany żartobliwie przez Roberta Gwiazdowskiego (jednego z guru polskiego liberalizmu) “prawie najlepszym ministrem finansów w europie”, oświadczył dziś, że podatek bankowy może zostać wprowadzony w naszym kraju jeszcze w tym roku. Zdaniem ministra (wypowiedz z audycji Programu Pierwszego Polskiego Radia):
“[Podatek - PAP] pojawi się, może nawet w tym roku. W Polsce nie mieliśmy kryzysu finansowego, dlatego że mamy zdrowe banki. Ale powinniśmy się przygotowywać na przyszłość. Nie będzie szedł do ogólnej puli budżetowej, tylko będzie odkładany do specjalnego funduszu, z którego będzie można w przyszłości ratować banki, których upadek mógłby zagrozić oszczędnościom obywateli. Wszędzie w Europie tworzy się takie fundusze (…)”
Słowa o braku kryzysu finansowego pominiemy. Trudno nam natomiast uwierzyć, że rząd który otwarcie przyznaje że nawet obcięte od OFE 5% składki pójdą na ratowanie budżetu, nie pokusie się na skonsumowanie tych pieniędzy na bieżące wydatki. Pomysł z osobnym kontem, na którym pieniądze te miałyby leżakować wydaje się nam mało realny.
Wysokość podatku nie jest znana, jeśli jednak zostanie wprowadzony będzie to kolejne obciążenie fiskalne wiszące nad naszymi oszczędnościami (zaraz po podatku Belki).
Rząd brytyjski w ramach przedstawionej nowej wersji budżetu zaostrzył politykę fiskalną wobec inwestorów. W życie weszły nowe stawki Capital Gain Tax – czyli brytyjskiego odpowiednika naszego podatku od zysków kapitałowych. Został on powiększony na wyspach z 18% do przedziału 18-28%.
Oczywiście najwyższy próg (28%) będzie obowiązywał jedynie najbogatszych inwestorów, mniejsi – czyli najprawdopodobniej większość indywidualnych pozostaną na progu 18%.
Z jednej strony – duzi inwestorzy łatwiej mogą rozbić posiadany kapitał pomiędzy spółki córki (omijając tym samym próg) lub po prostu wyemigrować z kapitałem do krajów, w którym podatek “Belki” jest niższy.
Z drugiej – ograniczy to zapewne część ruchów kapitału (podatek jest pobierany dopiero w momencie księgowania zysku) i zwiększy atrakcyność funduszy parasolowych i wszelkich instrumentów umożliwiających omnięcie podatku.
Od wielu lat na całym świecie środowiska liberalne (ale nie tylko) ogłaszają tzw Dzien Wolności Podatkowej – czyli dzień, który oznacza dla nas symboliczny koniec pracy “na wydatki budżetowe” i początek pracy na własny rachunek.
Znaczenie tego dnia jest ogromne – w tym roku wypada on w 173 dniu, co na 365 dni w roku oznacza, że 47,5% czasu pracujemy na wydatki budżetu państwa. Dzień ten, oprócz uzmysłownienia nam (dzięki przeniesieniu “procentów” na bardziej docierającą do nas skalę) o wielkości podatków dajne nam również wgląd w to, na co tak naprawde wydawane są nasze pieniądze.