Bezwarunkowy Dochód Podstawowy (Universal Basic Income) to model finansów państwa zakładający, że każdy obywatel niezależnie od swojej sytuacji materialnej otrzymuje co miesiąc środki pieniężne pozwalające na zaspokojenie przynajmniej minimum egzystencji. Taka comiesięczna pensja jest nie opodatkowana, niezależna od innych dochodów i przede wszystkim – zastępuje całą pomoc socjalną, a w przyszłości również takie jednostki jak ZUS czy KRUS.

W teorii, jeśli rozpatrywać to dla aktualnej sytuacji gospodarczej brzmi to trochę jak marzenie socjalisty albo pierwszy krok powrotu do komunizmu. Jeśli jednak przyjrzymy się problemowi dokładniej może się okazać, że to całkiem sensowne rozwiązanie w gospodarce, która dopiero nadejdzie. Wszystko zależy od kilku czynników.

Zrozumieć problem.

Maszyny zastępują ludzi. Technologia zabiera miejsca pracy. Ten błędny pogląd towarzyszył całej rewolucji przemysłowej XVIII i XIX wieku i był zupełnie nieuzasadniony aż do niedawna. Wprowadzenie linii produkcyjnych i automatyzacja prac fizycznych owszem zabierała pracę w dość ważnej gałęzi gospodarki jaką był przemysł, ale jednocześnie pozwoliła na powstanie wielu nowych stanowisk i zawodów, o których wcześniej się ludziom nie śniło. Następowało więc przesuniecie, a nie likwidacja miejsc pracy.

Dziś pomysł zastąpienia jednego człowieka i koparki pięcioma uzbrojonymi w łopaty pracownikami trudno nazwać sensownych tylko dlatego, że pozwala na zatrudnienie czterech dodatkowych osób. Wykorzystanie maszyn i automatyzacja pozwala na obniżenie kosztów produkcji, transportu etc i pozytywnie wpływa na dostępność absolutnie wszystkich produktów na rynku, a co za tym idzie przekłada się na wzrost powszechnego dobrobytu.

Jednak obecnie wszystko idzie o wiele kroków dalej. Maszyny przestały już tylko wykonywać fizyczną pracę czy pilnować prostych parametrów produkcji. Obecna automatyka połączona z algorytmami decyzyjnymi i zasobami gigantycznych ilości danych (BigData) pozwalają na zastępowanie również tzw pracy umysłowej – zarezerwowanych do tej pory wyłącznie dla ludzi.

Według badaczy z Oxford Martin School’s Programme on the Impacts of Future Technology w ciągu najbliższych 20 lat około 45% zawodów zarezerwowanych obecnie jedynie dla ludzi zostanie przejętych przez systemy informatyczne. Zjawisko to dotyczyć będzie praktycznie każdej dziedziny życia.




W pierwszej kolejności autorzy wymieniają jednak automatyzację transportu (Google Car?) sektor sprzedaży usług (widać to już np w bankowości gdzie coraz więcej rzeczy załatwiamy przez Internet – bez pośrednictwa konsultantów czy np w zwykłym McDonald czy centrach handlowych gdzie powoli zastępuje się sprzedawców na kasie – kasami automatycznymi). W ciągu kilku kolejnych lat systemy informatyczne zaczną wypierać z rynku również zawody wymagające podejmowania decyzji czy nawet pracy twórczej.

Oczywiście wszystko wskazuje na to, że na rynku nadal będą pojawiać się nowe zawody jednak w przeciwieństwie do XVIII, XIX i XX wieku będą to zajęcia, które również będą mogły być zastępowane przez maszyny i systemy IT. Konsekwencje tego opisuje tzw technologiczna osobliwość, czyli punkt w czasie w którym technologia całkowicie zastąpi człowieka – zarówno na rynku pracy jak i w dalszym rozwoju wszystkich dziedzin życia.

Dojście do punktu w którym cała ludzka praca jest zastąpiona przez systemy IT w teorii może wydawać się czymś bardzo pozytywnym. Wyobraźmy sobie świat, w którym praca nie jest konieczna bo wszystkie ludzkie potrzeby (łącznie z konsumpcją i rozrywką) zaspokajane są przez technologię. Nam zostaje jedynie rozwijanie pasji i czysty hedonizm.

Problem na drodze do takiego świata widać niestety już teraz. Obecny system gospodarczo-ekonomiczny, który teoretycznie bazuje na modelu wolnego rynku i kapitalizmie w rzeczywistości jest w pewnym sensie skrzywiony. Idealny system powinien zapewnić wszystkim w miarę równy dostęp do rynku. Wiemy jednak dobrze, że tak nie jest. Problemem nie jest tylko coraz silniejszy socjalizm, ale np gromadzenie coraz większego majątku w rękach coraz mniej licznej grupy obywateli. Według raportu ONZ, 1% najbogatszych ludzi na Ziemi posiada około 40% całego majątku ludzkości, 10% najbogatszych posiada 85%, a biedniejsza połowa ludzkości posiada mniej niż 1%.

Nie musielibyśmy nawet osiągać momentu technologicznej osobliwości, żeby wspomniane 85% populacji pozostało bez pracy i bez jakiejkolwiek możliwości zarobku – niezależnie od ich umiejętności pracy zwyczajnie by dla nich nie było. Ich rolę przejęłyby maszyny pracujące tylko i wyłącznie dla 10% najbogatszych. Każde – nawet najmniejsze usługi, które pojawiałyby się lokalnie szybko byłyby zastępowane przez tańsze i szybsze maszyny.

Aktualny stopień tego społecznego rozwarstwienia (nierówności społecznych) określa między innymi współczynnik Giniego – tabelę z wartością współczynnika dla poszczególnych państw na podstawie danych ONZ i CIA możecie znaleźć tutaj (0 = idealna równość, 100 = cały majątek w rękach jednej osoby). Już w tej chwili niemożliwe jest przejście na gospodarkę opartą w 100% na maszynach bez poważnych konsekwencji społecznych.

Znaleźć rozwiązanie

Jednym z proponowanych rozwiązań jest właśnie Bezwarunkowy Dochód Pasywny. Jego koncepcja nie jest nowa i poruszana była już w latach 60tych przez samego Miltona Friedmana (wówczas jako coś koncepcyjnie zbliżonego, ale dostosowanego do ówczesnych warunków rynkowych – jako Negatywny Podatek Dochodowy). Dziś kojarzy się niestety głónie z kolejnym programem socjalnym. Mimo, że moje ideały ekonomiczne dalekie są od tych lansowanych przez współczesną lewicę pokroju partii Razem czy inne neokomunistyczne ugrupowania – wydaje mi się, że takie rozwiązanie to nie tylko wizja współczesnego Marksa. BDP może być całkiem sensownym wolnościowym projektem i bardzo możliwe, że jedynym słusznym rozwiązaniem dla systemu gospodarczego w jakim przyjdzie nam żyć za 20-30 lat. Musi niestety spełnić kilka podstawowych warunków.




Po pierwsze – rozwiązanie musi uwzględniać aktualny poziom realnego bezrobocia i dynamicznie na nie reagować oraz brać pod uwagę stopień zastąpienia miejsc pracy ludzi przez maszyny. I to chyba będzie najtrudniejsze do oszacowania – szczególnie jeśli uwzględnimy sposoby liczenia bezrobocia przez GUS…

Po drugie – powinno uwzględniać aktualne możliwości budżetowe państwa – czyli obciążenia podatkowe nałożone na gospodarkę. Po trzecie – powinno być raczej wspólną inicjatywą całej Unii Europejskiej i być dobrze zabezpieczone prawnie, żeby uniknąć emigracji zarobkowej (jeśli Finlandia dobrze się nie zabezpieczy to cały projekt może się zawalić tylko i wyłącznie z tego powodu) – a jak to jest z tym aktualnie w Europie to widać…

Po czwarte – powinno to mieć formę jedynie pensji wypłacanej na konto każdego obywatela. I żadnej innej! Tylko takie rozwiązanie (a nie wprowadzanie darmowych usług, które chcąc nie chcąc muszą być centralnie zarządzanie, a to już przerabialiśmy) pozwoli na zachowanie wolnorynkowych mechanizmów.

Konsekwencje gospodarcze i polityczne

Wbrew pozorom BDP nie powinien zwiększyć inflacji. Pieniądz przekazywany w formie comiesięcznej pensji będzie miał pokrycie w towarach i usługach na rynku – różnica będzie tylko taka, że produkować i realizować je będzie technologia, a nie ludzie. Forma wypłaty w postaci gotówki nie powinna również zaburzyć wolnorynkowych mechanizmów działania gospodarki.

Problemem może być jednak wielkość takiego dochodu. Do czasu osiągnięcia technologicznej osobliwości (a to może jeszcze długo nie nastąpić) łatwo będzie podjąć polityczną decyzję o zwiększeniu tej kwoty, a to może nadmiernie obciążać gospodarkę i dać efekt podobny to zwykłego socjalizmu…

Konsekwencje społeczne czyli to co najtrudniej przewidzieć

Redystrybucja w postaci BDP może być ogromnym zagrożeniem dla demokracji, aż do momentu zastąpienia całej ludzkiej pracy pracą maszyn i systemów IT. Ludzie staną się w pewnym sensie zależni od systemu. Każdy głos przeciwko będzie oznaczał zmniejszenie indywidualnych korzyści dla wszystkich obywateli. Może to doprowadzić do sytuacji, w której demokratyczny głos dotyczyć będzie jedynie wielkości BDP, a nie tego czy cały system się sprawdził i czy działa. Może to być ogromnym zagrożeniem jeśli decyzje polityczne pójdą w kierunku ideologii znanych z drugiej połowy XX wieku, a nie w kierunku wolności gospodarczej.

Drugim problemem, który niemal na pewno wystąpi będzie obniżenie motywacji do pracy i/lub jakiejkolwiek społecznie pożytecznej aktywności. Miało to już miejsce w USA w okresie kiedy wprowadzono tam pilotażowo tzw. Negative Income Tax – oszacowano wówczas, że motywacja taka spadła w przypadku mężczyzn o 9%, a wśród kobiet o 18% (co i tak było bardziej optymistycznym wynikiem niż wcześniejsze założenia!). Jakie to będzie miało konsekwencje dla zdrowia psychiczno-społecznego społeczeństwa? Trudno przewidzieć.

Plusem BDP może być spadek kosztów utrzymania systemów emerytalnych, socjalnych i zdrowotnych, a w dalekiej przyszłości optymalizacja finansów całego społeczeństwa (przepływy obliczane przez algorytmy, a nie przez polityków). Finalnie po osiągnięciu technologicznej osobliwości społeczeństwo teoretycznie stałoby się całkowicie wolne ponieważ zniesione zostałoby ostatnie ograniczenie czyli tzn przymus ekonomiczny pracy. Wówczas każdy mógłby dosłownie robić ze swoim życiem co chce – albo nie robić nic, albo realizować swoje pasje, podróżować etc…

W pewnym sensie ten system powoli zaczyna być wdrażany również w Polsce. Jego dalekim kuzynem są budżety partycypacyjne co z kolei jest namiastką demokracji bezpośredniej. Różnica polega na tym, że tu grupa ludzi decyduje o budżetach lokalnych, a nie jednostki o budżetach własnych – tak czy inaczej jest to krok w kierunku BDP.

Podobnie jak 130 lat temu trudno było sobie wyobrazić powszechne systemy emerytalne, tak w tej chwili równie abstrakcyjnie brzmi idea BDP. Nie jest to zapewne rozwiązanie idealne, być może będzie to tylko forma przejściowa. Uważam jednak, że dobrze zrozumiana idea Bezwarunkowego Dochodu Pasywnego może być wolnościowym rozwiązaniem prowadzącym do prawdziwej równowagi społecznej. Z drugiej strony – w rękach neomarksistowskich demagogów i mentalnych spadkobierców komunizmu BDP może być gwoździem do trumny nie tylko współczesnych gospodarek, ale również całego demokratycznego systemu politycznego.

Źródła: