„Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku w grudniu 2013 r. wyniosło 4217,67 zł.” podał GUS w minionym tygodniu, a pisząc „przeciętnie” miał na myśli oczywiście „średnio”. O tym, że liczenie średniej w tym przypadku nie ma sensu pisał już chyba każdy znaczący serwis finansowy – zazwyczaj słusznie sugerując liczenie mediany – czyli kwoty, która dzieli ludzi dokładnie na połowę. Ale to nie jedyny problem.

Samo policzenie mediany pokazuje, że sporo ludzi zarabia poniżej średniej. W 2012 roku mediana wynosiła 3115,0 zł i była aż o 780 zł mniejsza od średniej krajowej. Nadal są to jednak kwoty brutto, a nie faktyczne wpływy na konto przeciętnego pracownika – te ciężko oszacować bo niemal każdy z nas w nieco inny sposób rozlicza się z fiskusem (ulgi, koszty własne w przypadku przedsiębiorców etc).

Pójdźmy jednak jeszcze dalej – jeśli przeczytamy dokładnie raport GUS to doczytamy, że przy liczeniu średniej krajowej uwzględnia się jedynie firmy zatrudniające 10 lub więcej osób. Całkowicie pomija się przychody prawie 20% pracujących! Według danych GUS w 2013 roku na rynku pracy pozostawało 15 530 tyś osób. Tym czasem jeszcze w 2012 w firmach zatrudniających do 9 pracowników pracowało 3 543 639 osób z czego ~30% na umowę o pracę.

Do średniej wlicza się więc kwoty brutto zarabiane przez około 12 mln osób – zupełnie ignorując zarobki 3,5 mln obywateli.

Mamy więc w tej statystyce trzy „błędy” – średnia, zamiast mediany, brutto zamiast netto i nie uwzględnianie danych ponad 20% osób aktywnych na rynku pracy. Nie ma się więc co dziwić, że większość osób na miesięczną „średnią” musi pracować więcej niż jeden miesiąc.

*wszystkie dane pochodzą z raportów GUS (www.stat.gov.pl)